wyświetlenia
Mężczyzna, który brał udział w wywiadzie, przekonywał, że zmarły został trafiony pięć razy w korpus. Jak twierdził, taką wersję mieli potwierdzić również ratownicy medyczni, którzy pojawili się na miejscu i prowadzili reanimację. Dziś wiadomo już jednak, że ta część jego wypowiedzi nie pokrywa się z ustaleniami sekcji zwłok.
Według wyników autopsji, zmarły mężczyzna został trafiony pięciokrotnie. Kluczowy jest jednak rozkład tych ran: dwa pociski trafiły w kończyny dolne, natomiast trzy pozostałe w korpus. Te fakty są w wyraźnej sprzeczności z tym, co publicznie opowiadał Jakub, jeden z trzech mężczyzn biorących udział w incydencie. W rozmowie przed kamerami twierdził on z całą stanowczością, że widział pięć ran postrzałowych wyłącznie w klatce piersiowej, co rzekomo mieli potwierdzić ratownicy na miejscu.
W wywiadzie Jakub szczegółowo opisywał sytuację ze swojej perspektywy. Przyznał, że grupa była pod wpływem alkoholu - wypili butelkę whisky - i zachowywała się głośno, ale zaprzeczył agresji. Przywołał również postać swojego wujka myśliwego, tłumacząc zasady oddawania strzałów ostrzegawczych. Padło tam kluczowe stwierdzenie: napastnik uznał, że gdyby strzelający faktycznie nie chciał zabić, to celowałby w nogi, aby obalić cel na ziemię.
Wyniki sekcji zwłok tworzą tutaj zaskakujący paradoks. Choć Jakub próbował dowieść celowego zabójstwa, kłamiąc o braku strzałów w nogi, to rzeczywiste obrażenia potwierdzają schemat, który on sam uznał za dowód na brak chęci zabicia. Skoro dwa z pięciu strzałów trafiły właśnie w dolne kończyny, relacja napastnika staje się niespójna. Z jednej strony oskarża on strzelającego o egzekucję, a z drugiej - posługując się własną logiką - nieświadomie dostarcza argumentów na rzecz tezy o próbie powstrzymania ataku bez zamiaru pozbawienia życia.
Źródło: Kanał Zero - YT
Rozmowy na Facebooku