wyświetlenia
Spór wybuchł po relacjach opublikowanych przez Edytę Pazurę w mediach społecznościowych. Celebrytka napisała, że dla niej takie zachowanie zaczyna już podpadać pod prześladowanie. Podkreślała, że dzieci są od rana nagrywane przez obcych ludzi, a przez to wchodzą do szkoły w stresie. Z jej wpisów wynikało też, że rodzice nie chcą łamać przepisów dla wygody, ale próbują po prostu bezpiecznie dowieźć dzieci do szkoły przy bardzo ruchliwej ulicy.
Pazura zaznaczała, że sama tego dnia miała zaparkować na wyznaczonym miejscu parkingowym. Jednocześnie przekonywała, że nawet jeśli część rodziców zatrzymuje się na chodniku, to ma robić to z zachowaniem miejsca dla pieszych. W swoich relacjach poszła jednak dalej i oskarżyła Konfiturę o manipulowanie nagraniami, tak by kierowcy byli przedstawiani w jak najgorszym świetle. Zapowiedziała też, że za każdym razem, gdy zobaczy go pod szkołą z kamerą, będzie dzwonić na policję.
Pani Edyta Pazura postanowiła wziąć udział promocji mojego najbliższego filmu pokazującego jak rodzice parkują i jeżdżą po chodnikach przy ulicy Wiertniczej w Warszawie. Dla pani Edyty nagrywanie wykroczeń i zwracanie uwagi kierowcom jest niedopuszczalne. Z tego powodu… https://t.co/L030lWePul pic.twitter.com/cRzkxZ3EAE
— Konfitura (@KonfituraWAkcji) April 1, 2026
Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać. Konfitura odniósł się do całej sprawy w swoich mediach społecznościowych i stwierdził, że cała awantura w praktyce tylko wypromowała jego nowy materiał. Według niego nagranie miało pokazywać, jak rodzice parkują i jeżdżą po chodnikach przy ulicy Wiertniczej. Twórca przekonywał, że w tym miejscu nie wolno parkować na chodniku, ponieważ chodnik jest oddzielony od jezdni pasem zieleni, a to ma mieć znaczenie dla oceny, czy taki postój jest legalny. Dodał też, że około 300 metrów od szkoły znajduje się ogólnodostępny parking, z którego można korzystać.
Również Cezary Pazura udostępnił na swojej relacji ten post.
Cała sytuacja bardzo szybko wyszła poza lokalny problem spod szkoły i zamieniła się w szeroko komentowaną internetową awanturę. W komentarzach od razu pojawiły się dwa wyraźne obozy. Jedni stanęli po stronie rodziców i przekonywali, że poranne podwożenie dzieci do szkoły to codzienny chaos, a dodatkowe nagrywanie tylko podkręca napięcie. Drudzy bronili Konfitury i twierdzili, że bez takich nagrań nikt nie zwracałby uwagi na to, co dzieje się pod szkołami, gdzie chodniki często są zastawiane autami, a piesi muszą przeciskać się między samochodami.
To właśnie ten element wywołał największe emocje. Z jednej strony pojawił się argument o prywatności dzieci i komforcie rodzin, z drugiej o przepisach i bezpieczeństwie pieszych, które nie powinny przestawać obowiązywać tylko dlatego, że trwa poranny rozwozowy szczyt. W praktyce spór nie dotyczy już tylko jednej szkoły i jednej ulicy. Dla wielu osób stał się symbolem szerszego problemu, czyli tego, jak wyglądają okolice szkół w dużych miastach i gdzie kończy się tłumaczenie wszystkiego dobrem dziecka, a zaczyna zwykłe łamanie zasad.
Na razie nic nie wskazuje na to, by temat miał szybko ucichnąć. W sieci już krążą screeny relacji, wpisy i komentarze obu stron, a sama historia żyje własnym życiem. Jedno jest pewne - zwykła poranna sytuacja spod szkoły zamieniła się w jeden z głośniejszych internetowych konfliktów ostatnich dni.
Rozmowy na Facebooku