Sprawa nieprawidłowości w warszawskim Szpitalu Południowym nabiera rozpędu. Prezes Naczelnej Izby Lekarskiej Łukasz Jankowski przyznał, że część zarzutów, które publicznie postawił sygnalista doktor Emil Jędrzejewski, znajduje potwierdzenie u innych lekarzy. To poważny sygnał, bo do tej pory rewelacje opierały się głównie na relacji jednego medyka.

Cała sprawa ruszyła po wystąpieniu doktora Emila Jędrzejewskiego na Kanale Zero, które wstrząsnęło opinią publiczną. Lekarz ujawnił, że w Szpitalu Południowym dochodziło do poważnych naruszeń przepisów, mających skutkować nawet śmiercią pacjentów. "Tam giną ludzie, bo ktoś się uczy. I to jest sedno całego zamieszania" - mówił. Dopytywany o szczegóły, wyjaśnił, że jego zdaniem "w wyniku błędu lekarskiego doprowadzano do powikłań, które kończyły się letalnie".

Prezes izby lekarskiej nie kryje emocji

W środę do sprawy odniósł się prezes Naczelnej Izby Lekarskiej. Łukasz Jankowski przyznał, że jest w szoku po ujawnionych faktach. "Jesteśmy zdruzgotani tą sprawą, nie kryję swoich emocji (...) To są poważne zarzuty, karne, prowadzące do zaniedbań oraz utraty zdrowia i życia" - powiedział. Zaznaczył, że całe środowisko lekarskie jest oburzone tym, co miało dziać się w placówce zarządzanej przez warszawski ratusz.

"Jako środowisko stanęliśmy oniemiali wobec ostatnich doniesień, że doszło do takiej sytuacji, że Dawid Kacprzyk naraził pacjentów i traktował ich jako fantom. Dla mnie to jest... nie mieści mi się to w głowie. Dostajemy podobne głosy ze środowiska i pytamy: co dalej z naszym środowiskiem, jak będą na nas patrzeć pacjenci?" - mówił Jankowski.

Część zarzutów potwierdzona

Najważniejsze jest jednak to, że prezes izby potwierdził wiarygodność przynajmniej części doniesień sygnalisty. "Z informacji, które posiadam, wynika, że przynajmniej część zarzutów, które stawia pan doktor Emil Jędrzejewski, jest potwierdzona przez innych lekarzy, a do tego dochodzą jeszcze te zarzuty, które pojawiły się w tej chwili" - wskazał.

Jankowski został też zapytany wprost, czy w warszawskim szpitalu "trwał eksperyment". "Mocne słowa, ale trudno uciec od tych konotacji. Lekarz, który czuje się lekarzem, nie podjąłby się zadania wykraczającego poza jego kompetencje. Ja mam za sobą 13 lat doświadczenia, specjalizację i doktorat, ale od intubacji jest anestezjolog, on w tym jest wykształcony kierunkowo" - odpowiedział, dodając, że nie ma powodów, by nie wierzyć doktorowi Jędrzejewskiemu.

Tusk studzi emocje

Inaczej do sprawy podszedł premier Donald Tusk, który zachował wyraźny dystans wobec rewelacji z Kanału Zero. "Nie będę wyciągał pochopnych wniosków na podstawie audycji w tym czy w innym kanale. Mam swoją opinię nt. wiarygodności niektórych źródeł. Liczę na to, że przesłuchanie, które odbywa się, przyniesie więcej konkretnych informacji" - napisał. Słowa premiera o "wiarygodności niektórych źródeł" wpisują się w pojawiające się wątpliwości wokół samego sygnalisty, którego przeszłość zawodowa i spór ze szpitalem stały się w ostatnich dniach przedmiotem doniesień medialnych.

Co dalej

Sprawa pozostaje na wczesnym etapie i ma swój ciąg dalszy. Jeszcze w środę doktor Jędrzejewski miał zostać przesłuchany przez prokuraturę, a śledczy zapowiadają, że ponownie przejrzą wszystkie sprawy zgonów w Szpitalu Południowym, które wcześniej trafiały do prokuratury. Pełnomocnik Dawida Kacprzyka zapowiedział z kolei, że doktor Jędrzejewski musi liczyć się z procesem karnym. Wszystkie osoby, których dotyczą zarzuty, do czasu prawomocnego rozstrzygnięcia objęte są domniemaniem niewinności.

DOWIEDZ SIE WIECEJ:
Filip Chajzer chwali się nową miłością. Tym razem nie ma 19 lat
Filip Chajzer chwali się nową miłością. Tym razem nie ma 19 lat
Kradli Jeepy, Dodge'a i Alfę Romeo. Grupa "Kobra" zatrzymała dwóch podejrzanych z całym arsenałem narzędzi
Kradli Jeepy, Dodge'a i Alfę Romeo. Grupa "Kobra" zatrzymała dwóch podejrzanych z całym arsenałem narzędzi