Sprawa Łukasza Ż. nie zakończyła się na wyroku 20 lat więzienia za tragiczny wypadek na Trasie Łazienkowskiej. Podczas kontroli celi w Siedlcach wśród jego rzeczy osobistych funkcjonariusze mieli znaleźć ukryty telefon komórkowy. Prokuratura sprawdza teraz, w jaki sposób zakazany przedmiot mógł trafić do aresztu i czy służba więzienna dopełniła swoich obowiązków.
Łukasz Ż. został skazany na 20 lat pozbawienia wolności między innymi za spowodowanie wypadku, do którego doszło 15 września 2024 roku na Trasie Łazienkowskiej w Warszawie. W zderzeniu zginął 37-letni mężczyzna, a kilka innych osób zostało rannych. Wśród poszkodowanych znaleźli się żona i dzieci zmarłego, a także partnerka sprawcy.
Jak ustalono w toku postępowania, 28-latek prowadził samochód po alkoholu. Po wypadku nie został na miejscu. Uciekł z Polski i przedostał się do Niemiec, gdzie ostatecznie go zatrzymano. Po sprowadzeniu do kraju stanął przed sądem, a proces ruszył w czerwcu 2025 roku przed Sądem Rejonowym dla Warszawy-Śródmieścia.

Telefon ukryty wśród rzeczy osobistych
Z informacji przekazanych przez prokuraturę wynika, że podczas kontroli celi, w której przebywał tymczasowo aresztowany, wśród jego rzeczy osobistych znaleziono ukryty telefon komórkowy. Funkcjonariusze przechwycili wówczas również gryps, o którym media informowały już wcześniej.
Materiały w tej sprawie trafiły z Prokuratury Rejonowej Warszawa-Śródmieście do śledczych w Siedlcach. Jak przekazał prokurator Bartłomiej Świderski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Siedlcach, dokumentacja dotyczy przedmiotów ujawnionych podczas pobytu Łukasza Ż. w tamtejszej jednostce penitencjarnej.
Posiadanie telefonu komórkowego przez osadzonego jest w polskich zakładach karnych i aresztach śledczych zabronione. Kontakt ze światem zewnętrznym odbywa się wyłącznie za pośrednictwem aparatów samoinkasujących, a rozmowy podlegają kontroli. Nielegalny telefon oznacza więc możliwość komunikacji całkowicie poza nadzorem służb.
Prokuratura pyta dyrektora zakładu karnego
Samo odnalezienie aparatu uruchomiło kolejne pytania. Śledczy chcą ustalić, w jaki sposób zakazany przedmiot mógł znaleźć się w miejscu osadzenia i czy procedury bezpieczeństwa były prawidłowo realizowane.
Po otrzymaniu materiałów prokuratura zwróciła się do dyrektora Zakładu Karnego w Siedlcach o szczegółowe informacje dotyczące zasad korzystania przez osadzonych z telefonów oraz sposobu kontroli prowadzonych rozmów. Śledczy zainteresowali się również nadzorem nad widzeniami, kontrolami cel i procedurami obowiązującymi po odnalezieniu przedmiotów, których więźniowie nie mogą posiadać.
To pokazuje, że postępowanie nie dotyczy wyłącznie samego osadzonego. Pytania kierowane są także pod adresem funkcjonowania jednostki penitencjarnej.
Możliwe niedopełnienie obowiązków
Materiały przekazano do Prokuratury Rejonowej w Siedlcach 9 lipca. Postępowanie ma wyjaśnić, czy mogło dojść między innymi do przekroczenia uprawnień lub niedopełnienia obowiązków, o których mówi art. 231 par. 1 Kodeksu karnego. Przepis ten dotyczy funkcjonariuszy publicznych i przewiduje karę do trzech lat pozbawienia wolności.
Pod uwagę mogą zostać wzięte także inne czyny, jeśli zgromadzony materiał da ku temu podstawy.
Na obecnym etapie prowadzone są czynności sprawdzające. Dopiero ich wynik pokaże, czy sprawa zakończy się wszczęciem formalnego postępowania i czy odpowiedzialność może dotyczyć kolejnych osób.
Kolejne postępowania wobec skazanego
Sprawa telefonu nie jest jedynym postępowaniem toczącym się wokół Łukasza Ż. 15 lipca "Gazeta Wyborcza" poinformowała, że mężczyzna został oskarżony przez Prokuraturę Okręgową Warszawa-Praga o udział w obrocie znaczną ilością narkotyków. Według informacji zawartych w akcie oskarżenia sprawa ma dotyczyć między innymi marihuany, kokainy oraz innych substancji psychotropowych.
Skazany miał już wcześniej konflikty z prawem. Był karany między innymi za prowadzenie samochodu pod wpływem alkoholu oraz przestępstwa narkotykowe. Orzeczono wobec niego pięć sądowych zakazów prowadzenia pojazdów mechanicznych. Mimo to nadal siadał za kierownicą.
Uwagę śledczych zwrócił także sposób, w jaki zorganizowano jego ucieczkę do Niemiec po wypadku. Jeden z nich, wypowiadający się anonimowo, ocenił, że przypominało to działania charakterystyczne dla dobrze zorganizowanego środowiska przestępczego.
Obok prawomocnego wyroku za tragedię na Trasie Łazienkowskiej pojawiają się więc kolejne pytania dotyczące działalności mężczyzny i osób z jego otoczenia. Wyjaśnienia wymaga również to, co dokładnie działo się podczas jego pobytu w Siedlcach i w jaki sposób wśród jego rzeczy miał znaleźć się zakazany telefon.
