Pracownica jednego z białostockich lokali gastronomicznych przez kilka dni przechowywała pozostawioną przez klienta torbę, sądząc, że ktoś się po nią zgłosi. Gdy zajrzała do środka dokładniej, obok leków i rzeczy osobistych znalazła saszetkę z grubym plikiem banknotów. Nie licząc pieniędzy, zabrała znalezisko i pojechała prosto na komendę. W torbie było blisko 20 tysięcy złotych. Najbardziej zaskakujące było jednak to, że właściciel codziennie wracał do tego samego baru i ani razu nie wspomniał, że cokolwiek zgubił.
Cała historia zaczęła się od pozornie zwyczajnego znaleziska. Kobieta pracująca w jednym z lokali w Białymstoku znalazła torbę z lekami i rzeczami osobistymi, którą ktoś zostawił wśród rzeczy pozostawionych przez klientów. Powiesiła ją w widocznym miejscu, licząc, że właściciel szybko zorientuje się, że zgubił swoją własność, i wróci po odbiór.
Mijały dni, nikt się nie zgłaszał
Czas jednak płynął, a po torbę nikt się nie zgłosił. Robiąc porządek z pozostawionymi w lokalu rzeczami, pracownica postanowiła jeszcze raz dokładniej sprawdzić zawartość znaleziska. To właśnie wtedy natrafiła na saszetkę, a w niej na plik banknotów. Zaskoczona odkryciem, nie zdecydowała się przeliczać gotówki. Zamiast tego zabrała całą torbę i pojechała do komendy, by przekazać sprawę w ręce policjantów.
W środku blisko 20 tysięcy złotych i ważny trop
Mundurowi od razu zajęli się sprawą. Po sprawdzeniu zawartości okazało się, że w torbie znajdowało się blisko 20 tysięcy złotych. To jednak nie wszystko. Wśród rzeczy funkcjonariusz znalazł również receptę wystawioną na dane białostockiego seniora, co stało się kluczowym tropem w poszukiwaniach właściciela.
W policyjnych bazach danych odnaleziono zdjęcie mężczyzny, którego od razu rozpoznała pracownica baru. Jak się okazało, senior przychodził do lokalu praktycznie codziennie na obiady i robił to również po zgubieniu torby. Co ciekawe, ani razu nie wspomniał, że stracił cokolwiek, co sugeruje, że prawdopodobnie nie zdawał sobie sprawy z zaginięcia tak dużej kwoty.
Mozolne poszukiwania właściciela
Policjanci pojechali pod adres seniora, jednak nikogo nie zastali w mieszkaniu. Funkcjonariusze nie odpuścili i zaczęli rozpytywać sąsiadów, ale nikt nie potrafił wskazać poszukiwanego mężczyzny. Mundurowi próbowali różnych dróg. Dzwonili do lekarza, który wystawił receptę, kontaktowali się z przychodnią oraz szpitalem. Mimo to nikt nie kojarzył 84-latka.
Funkcjonariusze postanowili więc dotrzeć do rodziny seniora. Po żmudnych ustaleniach trafili na wnuczkę mężczyzny, jednak i tu napotkali przeszkodę, ponieważ nie udało się nawiązać z nią bezpośredniego kontaktu. Policjanci ustalili wówczas dane jej męża i skontaktowali się z nim. Mężczyzna nie krył zdziwienia całą sytuacją, ale zobowiązał się przekazać informację pozostałym członkom rodziny.
Szczęśliwy finał
Determinacja funkcjonariuszy przyniosła efekt. Niedługo po rozmowie do komendy zgłosiła się wnuczka razem z seniorem. Oboje odebrali zgubioną torbę wraz z całą zawartością, w tym blisko 20 tysiącami złotych. Sprawa, która rozpoczęła się od uczciwości pracownicy lokalu i zakończyła wytrwałością policjantów, znalazła swój szczęśliwy finał. Gdyby nie postawa kobiety, która zamiast skusić się na znalezioną gotówkę zawiozła ją na komendę, historia mogła potoczyć się zupełnie inaczej.