Przed Sądem Rejonowym Warszawa-Śródmieście zakończył się proces Łukasza Żaka i pięciu innych mężczyzn oskarżonych w sprawie śmiertelnego wypadku na Trasie Łazienkowskiej z września 2024 roku. Podczas mów końcowych prokuratura zażądała dla głównego oskarżonego 20 lat więzienia, czyli najwyższego możliwego wymiaru kary, oraz dożywotniego zakazu prowadzenia pojazdów. Wyrok ma zapaść w czwartek 16 lipca.
Do tragedii doszło 15 września 2024 roku około godziny 1:30 w nocy, na wysokości przystanku "Torwar". Volkswagen Arteon, którym podróżował Łukasz Żak wraz z trzema pasażerami, z ogromną prędkością wbił się w tył Forda Focusa. W drugim aucie jechała czteroosobowa rodzina. W wyniku zderzenia zginął 37-letni Rafał P., pasażer Forda. Do szpitala trafiły trzy osoby z tego samochodu: kierująca nim żona zmarłego, Ewelina P., oraz ich dzieci w wieku czterech i ośmiu lat. Hospitalizacji wymagała także jedna z pasażerek Volkswagena.
Sąd zgodził się na podawanie danych i utrwalanie wizerunku Łukasza Żaka oraz pozostałych oskarżonych.
Pijany, z prędkością 226 km/h, z telefonem w ręku
Zgodnie z opinią biegłych, w chwili wypadku Volkswagen poruszał się z prędkością około 226 km/h, w miejscu, gdzie obowiązuje ograniczenie do 80 km/h. Kierujący był pod wpływem alkoholu - stężenie wynosiło co najmniej 1,1 promila - a swoją brawurową jazdę nagrywał trzymanym w ręku telefonem komórkowym.
Po zderzeniu na miejsce dojechali znajomi Żaka, którzy pomogli mu uciec. Sam oskarżony został ostatecznie zatrzymany w niemieckiej Lubece na podstawie europejskiego nakazu aresztowania.
Żądania prokuratury wobec Łukasza Żaka
Prokurator Katarzyna Niemiec-Rudnicka podkreślała, że w tej sprawie nie występują żadne okoliczności łagodzące. Zwróciła uwagę, że Żak był już wcześniej wielokrotnie karany - za przestępstwa narkotykowe, prowadzenie pojazdu w stanie nietrzeźwości oraz wielokrotne łamanie sądowego zakazu prowadzenia pojazdów. Krótko przed wypadkiem opuścił zakład karny, a mimo to znów wsiadł pijany za kierownicę.
Prokuratura zażądała dla niego:
- 20 lat pozbawienia wolności, z ustaleniem 15-letniego okresu, po którym oskarżony mógłby ubiegać się o warunkowe zwolnienie
- dożywotniego zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych
- po 300 tysięcy złotych zadośćuczynienia dla wdowy i syna ofiary
- 10 tysięcy złotych na Fundusz Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej
Oskarżycielka argumentowała, że wcześniejsze wyroki i środki karne nie przyniosły żadnego efektu wychowawczego, a jedyną adekwatną reakcją jest długotrwałe odizolowanie sprawcy od społeczeństwa.
Kary dla pozostałych oskarżonych
Współoskarżonym prokuratura zarzuciła między innymi nieudzielenie pomocy poszkodowanym oraz utrudnianie postępowania karnego poprzez pomoc Żakowi w uniknięciu odpowiedzialności. Prokurator wniosła o:
- Mikołaj N., Damian J., Maciej O. - po 3 lata więzienia oraz po 75 tysięcy złotych na rzecz rodziny ofiary
- Kacper K., który odpowiada także za prowadzenie pojazdu w stanie nietrzeźwości - 3 lata i 6 miesięcy więzienia, pięcioletni zakaz prowadzenia pojazdów oraz obowiązek zapłaty na rzecz poszkodowanych
- Aleksander G., który miał organizować ucieczkę Żaka - rok i 6 miesięcy więzienia za poplecznictwo
Obrońcy współoskarżonych w mowach końcowych wnioskowali o uniewinnienie. Pełnomocniczka Łukasza Żaka apelowała natomiast o sprawiedliwy wyrok, wskazując, że wokół oskarżonego jeszcze przed rozstrzygnięciem sprawy narósł medialny obraz odbierający mu prawo do domniemania niewinności.
Głos rodziny ofiary
Na sali obecna była wdowa po zmarłym. Pełnomocniczka pokrzywdzonej rodziny mówiła, że nie ma kary, która zrekompensowałaby skutki tego zdarzenia, i że w przypadku jazdy po alkoholu z prędkością ponad 220 km/h w centrum stolicy nie sposób mówić o przypadkowości. Sam Łukasz Żak swoje stanowisko przekazał sędziemu na piśmie i ponownie przeprosił obecną na sali wdowę.
Co dalej
Sędzia Maciej Mitera zamknął przewód sądowy i odroczył ogłoszenie wyroku. Rozstrzygnięcie w tej głośnej sprawie ma zapaść w czwartek 16 lipca. Łukaszowi Żakowi grozi do 20 lat pozbawienia wolności.