Bartłomiej Kubkowski dokonał tego, o co walczył przez kilka lat. Po niemal 56 godzinach nieprzerwanego płynięcia dotarł ze Szwecji do Polski i 2 sierpnia o godz. 19:59 wyszedł o własnych siłach na plażę w Dziwnowie. W tym czasie pokonał około 160 kilometrów przez otwarte wody Bałtyku, bez snu i możliwości odpoczynku na pokładzie łodzi.
Podczas przeprawy Kubkowski nie mógł nawet dotknąć towarzyszącej mu łodzi asekuracyjnej. Jedzenie oraz napoje przekazywano mu z pokładu za pomocą specjalnego wysięgnika. Przez ponad dwie doby zmagał się ze zmęczeniem, zimnem, falami i zmieniającymi się prądami morskimi. Po kilkudziesięciu godzinach bez snu pojawiły się także halucynacje, jednak pływak nie przerwał próby i kontynuował drogę do polskiego brzegu.
Było to jego piąte podejście do przepłynięcia Bałtyku. Najbliżej sukcesu Kubkowski znalazł się rok wcześniej, gdy pokonał 159 kilometrów i spędził w wodzie ponad 52 godziny. Do upragnionej mety zabrakło mu wówczas zaledwie 11 kilometrów. Tegoroczną próbę zapowiadał jako swój „last dance”, czyli ostatnią walkę o zrealizowanie wielkiego sportowego celu.
Przeprawa miała również wymiar charytatywny. Wraz ze startem Kubkowskiego prowadzono zbiórkę dla podopiecznych Fundacji Cancer Fighters, wspierającej dzieci i młodzież walczące z chorobami nowotworowymi. Jeszcze w niedzielny wieczór licznik przekroczył 699 tys. zł, a niedługo później suma wpłat wynosiła już ponad 700 tys. zł. Zbiórkę wsparło około 11 tysięcy osób. Sportowy wyczyn Kubkowskiego przełożył się więc na realną pomoc dla potrzebujących.