wyświetlenia
To zderzenie lat pracy z krótszym czasem pobierania świadczenia sprawia, że coraz więcej osób zaczyna patrzeć na system nie jak na zabezpieczenie, ale jak na układ, który nie wszystkim oddaje tyle samo.
Jeszcze bardziej kontrowersyjny jest sposób wyliczania emerytur. W Polsce stosuje się wspólne tablice dalszego trwania życia dla kobiet i mężczyzn, mimo że statystycznie panowie żyją krócej. W praktyce oznacza to, że zgromadzony kapitał dzielony jest przez większą liczbę miesięcy, niż wynikałoby to z realnej długości życia mężczyzn, co obniża ich świadczenia. Autorzy analizy wprost wskazują, że taki mechanizm prowadzi do sytuacji, w której część środków trafia de facto do kobiet, a mężczyźni otrzymują niższe emerytury, mimo dłuższej pracy.
Do tego dochodzą twarde dane demograficzne. Średnia długość życia mężczyzn w Polsce jest wyraźnie niższa niż kobiet, różnica sięga kilku lat, a według przytaczanych szacunków znaczna część mężczyzn nawet nie dożywa wieku emerytalnego. W takim ujęciu system zaczyna wyglądać nie jak neutralny mechanizm, lecz jak konstrukcja, która dla jednej grupy oznacza większy wysiłek i mniejszą szansę na skorzystanie z efektów własnej pracy. I właśnie to poczucie niesprawiedliwości coraz mocniej przebija się do publicznej debaty.
Rozmowy na Facebooku