menu
Może i Mejza wyleciał z PiS, ale za to walki za milion też raczej nie będzie.
Może i Mejza wyleciał z PiS, ale za to walki za milion też raczej nie będzie.
Łukasz Mejza znów znalazł się w centrum medialnego zamieszania. Polityk, który niedawno wyleciał z klubu PiS, miał według doniesień rozmawiać z organizacją Prime MMA o potencjalnym występie we freak fightach. Temat szybko stał się głośny, bo Mejza sam wcześniej sugerował, że mógłby wejść do klatki, jeśli za walkę otrzymałby milion złotych i przeznaczył te pieniądze na cel charytatywny.

 

Problem w tym, że taka wycena najwyraźniej nie zrobiła wrażenia na organizatorach. Tomasz Bezrąk, prezes Prime MMA, stwierdził, że rozmowy faktycznie były, ale kwota miliona złotych była zbyt wysoka. Według jego słów federacja była zainteresowana występem Mejzy, ale nie za takie pieniądze, bo polityk „nie jest tyle wart”. W praktyce oznacza to, że medialny debiut w oktagonie może skończyć się dokładnie tak samo szybko, jak się zaczął — na rozmowach i internetowych żartach.

Reklama

Cała sytuacja idealnie wpisała się w klimat freak fightów, gdzie kontrowersje często są równie ważne jak sport. Mejza chciał wejść do świata, w którym rozpoznawalność można szybko zamienić na wielkie pieniądze, ale tym razem rynek miał powiedzieć: za drogo. I tak polityk znalazł się w osobliwym miejscu — bez pewnego miejsca w klubie parlamentarnym, bez potwierdzonej walki i z internetem, który już dopisał do tego własny werdykt: ani kariery politycznej, ani kariery w klatce.

 

TWOJA REAKCJA?

Rozmowy na Facebooku