wyświetlenia
Z przedstawionych informacji wynika, że 97 osób udało się do Kataru, 271 do Omanu, a 368 do Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Skala tych wyjazdów wywołała spore poruszenie, bo dzieje się to w czasie, gdy polskie władze apelują o ostrożność i odradzają podróże do części krajów regionu.
Największe emocje wzbudził jednak komentarz szefa MSZ. Radosław Sikorski napisał, że ma nadzieję, iż osoby lecące na Bliski Wschód mimo ostrzeżeń nie będą później domagały się ewakuacji na koszt podatnika. To mocna wypowiedź, która pokazuje, jak rząd patrzy na decyzje o podróżach podejmowanych mimo ryzyka.
Tłem całej sprawy jest niestabilna sytuacja bezpieczeństwa na Bliskim Wschodzie. W ostatnim czasie doszło tam do dalszej eskalacji napięć, a część połączeń lotniczych została zakłócona lub odwołana. W takich warunkach nawet zwykły wyjazd turystyczny może szybko zamienić się w poważny problem.
Polskie władze już wcześniej prowadziły działania związane ze sprowadzaniem obywateli z zagrożonych terenów. Dlatego słowa ministra można odczytywać jako wyraźne ostrzeżenie - kto decyduje się lecieć do regionu objętego konfliktem, musi liczyć się z konsekwencjami.
Cała sprawa pokazuje, że mimo wojny i oficjalnych komunikatów, nie brakuje osób gotowych zaryzykować podróż. A wtedy wraca pytanie, kto powinien ponosić koszty ratowania ich w razie nagłego kryzysu.
Foto: pexels.com/ Peggy Anke
Rozmowy na Facebooku