menu
Pożalił się w internecie na agresję innego kierowcy. Internauci szybko go wyjaśnili
Pożalił się w internecie na agresję innego kierowcy. Internauci szybko go wyjaśnili
W sieci zawrzało po nagraniu udostępnionym na profilu „Bandyci drogowi”, które dokumentuje incydent z ulicy Łostowickiej w Gdańsku. Autor filmu opublikował go, aby napiętnować agresywne zachowanie innego uczestnika ruchu, jednak reakcja internautów okazała się dla niego dużym zaskoczeniem. Zamiast współczucia, pod postem pojawiła się lawina krytyki pod adresem samego nagrywającego.

Nagranie pod artykułem

Z opisu sytuacji wynika, że kierowca jadący za autorem nagrania wykazywał dużą niecierpliwość. Najpierw jechał „na zderzaku” i poganiał go światłami, czego poszkodowany początkowo nie zauważył. Później sytuacja eskalowała - doszło do klasycznego zajechania drogi, gwałtownego hamowania przed maską oraz wulgarnej gestykulacji ze strony agresora. Choć takie zachowanie jest skrajnie niebezpieczne, komentujący zwrócili uwagę na przyczynę frustracji drugiego kierowcy.

Internauci szybko ocenili, że autor nagrania uporczywie blokował lewy pas, jadąc na wprost, mimo że prawy pas był wolny. W komentarzach pod filmem czytamy, że utrudnianie ruchu innym pojazdom to również forma agresji drogowej. Widzowie zauważyli, że inni kierowcy musieli wyprzedzać autora z prawej strony, co jest jasnym sygnałem, że poruszał się on niewłaściwym pasem.

Warto przypomnieć, że polskie przepisy jasno określają zasady korzystania z jezdni. Zgodnie z Prawem o ruchu drogowym, w Polsce obowiązuje ruch prawostronny. Kierujący jest zobowiązany jechać możliwie blisko prawej krawędzi jezdni. Lewy pas służy przede wszystkim do wyprzedzania oraz skręcania w lewo. Pozostawanie na nim bez uzasadnionej przyczyny, gdy prawy pas jest pusty, stanowi naruszenie zasad bezpieczeństwa.

W zależności od kwalifikacji czynu autorowi za taką jazdę mógł grozic mandat w wysokości 100zł jednak gdyby policjant uznał to za uporczywą jazdę lewym pasem może zakwalifikować takie zachowanie jako utrudnianie lub tamowanie ruchu. Mandat za to wykroczenie wynosi od 500 do nawet 3000 złotych. Dodatkowo na konto kierowcy trafia 8 punktów karnych. Sytuacja z Gdańska jest przestrogą, że agresja na drodze ma różne oblicza i często jedna błędna decyzja prowokuje kolejne niebezpieczne zachowania.

PS. Zazwyczaj publikujemy nagrania z tego profilu z którymi się zgadzamy. Jednak tym razem wydaje nam się, że autor mocno się nie popisał. 

Źródło facebook.com/bandyci.drogowi
Reklama

TWOJA REAKCJA?

Rozmowy na Facebooku