wyświetlenia
Walizka została dokładnie sprawdzona. Szybko potwierdzono, że żadnego ładunku wybuchowego nie było, a „bomba” była tylko słowną wrzutką. Za wywołanie fałszywego alarmu turysta dostał mandat, bo takie zachowanie oznacza realne ryzyko i potrafi sparaliżować pracę lotniska.
I w tym momencie historia mogłaby się skończyć, gdyby nie kolejny zwrot akcji. Funkcjonariusze sprawdzili nie tylko bagaż, ale też dane pasażera. Okazało się, że mężczyzna jest poszukiwany - miał do odbycia karę 100 dni pozbawienia wolności za niestosowanie się do orzeczonych przez sąd środków karnych.
Zamiast więc ruszyć na urlop do Hiszpanii, 51-latek został zatrzymany i doprowadzony do zakładu karnego, gdzie odbędzie zasądzoną karę. W praktyce wyszło na to, że jedna nieprzemyślana „bomba” zakończyła się dla niego najdroższą zmianą planów podróży, jaką można sobie wyobrazić.
Zdjęcie poglądowe. Źródło: KG Straży Granicznej
Rozmowy na Facebooku