wyświetlenia
Gdy pasażerowie zaczęli palić, żona doktora miała kilka razy prosić stewardesę o przesadzenie męża. Z ustaleń sądu wynika, że obsługa trzykrotnie odmówiła pomocy, tłumacząc to brakiem miejsc i brakiem czasu. Stan lekarza zaczął się pogarszać. Szukał powietrza z przodu samolotu, dostał pomoc medyczną, ale ostatecznie nie przeżył lotu. Sprawa trafiła do sądu jako pozew o bezprawne doprowadzenie do śmierci pasażera.
Rodzina wygrała. Najważniejsze rozstrzygnięcie zapadło w 2004 roku w Sądzie Najwyższym USA, który uznał, że odmowa pomocy ze strony personelu mogła być traktowana jako element prowadzący do tragedii i przyznano rodzinie około 1,4 mln dolarów odszkodowania. Sąd podkreślił, że nie chodziło wyłącznie o sam dym, ale też o odmowę reakcji na wyraźne ostrzeżenia i prośby o zmianę miejsca. To właśnie ten element stał się kluczowy w całej sprawie.
Dziś taka sytuacja brzmi jak coś z innej epoki, ale jeszcze w latach 90. na części lotów międzynarodowych nadal istniały wydzielone strefy dla palących. W USA zakaz rozszerzono na praktycznie wszystkie regularne loty krajowe 25 lutego 1990 roku, a w czerwcu 2000 roku objęto nim także wszystkie regularne loty pasażerskie amerykańskich przewoźników, również międzynarodowe.
W Europie powszechny zakaz na lotach w krajach UE wszedł w 1997 roku. Przed tym część przewoźników wprowadzała własne zakazy.
Co ciekawe, mimo zakazu palenia w samolotach do dziś w wielu maszynach można znaleźć popielniczki przy drzwiach toalet. Nie są tam przypadkiem. Przepisy wymagają, by w samolotowej toalecie znajdował się widoczny pojemnik na niedopałki - na wypadek, gdyby ktoś mimo zakazu zapalił papierosa i trzeba było go bezpiecznie zgasić.
Źródło foto: Wikimedia Commons, fot. RuthAS, CC BY 3.0.
Rozmowy na Facebooku