"Moje życie było dużo gorsze, kiedy korzystałam z Instagrama" - mówi młoda dziewczyna, która całkowicie odcięła się od mediów społecznościowych. Swoją decyzję tłumaczy, powołując się na koncepcję francuskiego filozofa Guya Deborda i różnicę między rzeczywistością a jej projekcją. Jej wypowiedź trafia w sedno problemu, z którym mierzy się dziś ogromna część nastolatków.
Media społecznościowe są dla młodych ludzi elementem codzienności tak oczywistym, że rezygnacja z nich wydaje się decyzją niemal ekscentryczną. Tymczasem coraz więcej nastolatków dostrzega, jak wirtualny świat wpływa na ich zdrowie psychiczne, i podejmuje próby odcięcia się od niego.
Bohaterka nagrania zrobiła to całkowicie. Nie korzysta ani z Instagrama, ani z TikToka. I nie ma wątpliwości, że jej życie na tym zyskało.
Nagranie dla osób bez TikToka
Filozof z lat 60. i diagnoza mediów społecznościowych
W swojej wypowiedzi dziewczyna odwołuje się do myśli Guya Deborda, francuskiego filozofa i twórcy pojęcia "społeczeństwa spektaklu". Debord pisał, że istnieje świat oraz projekcja świata, na którą patrzymy, myśląc, że to nasza rzeczywistość, podczas gdy nią nie jest.
Jego "Społeczeństwo spektaklu" ukazało się w 1967 roku, na długo przed powstaniem jakiejkolwiek platformy społecznościowej. Debord opisywał wtedy telewizję i reklamę. Trudno jednak o trafniejszy opis tego, czym stał się Instagram.
Jak zauważa dziewczyna, ten mechanizm generuje mnóstwo konfliktów wewnętrznych.
Dla osób z TikTokiem
@erykbravo „Nie korzystam z Instagrama i TikToka. Kiedy korzystałam życie było gorsze” Pięknie nam tu Pani wyjaśniła „projekcję”, w której żyjemy 👏🏻🙌🏻 #sonda #życie #filozofia #socialmedia #erykbravo ♬ oryginalny dźwięk - Eryk Bravo
"Zorientowałam się, że Instagram to jest projekcja rzeczywistości"
Moment przełomowy nastąpił, gdy uświadomiła sobie, że to, co ogląda w aplikacji, nie jest jej rzeczywistością. Wyliczyła to bardzo konkretnie: nie jest bogata, nie ma pewnych rzeczy, nie wyjeżdża co dwa miesiące.
Tak długo, jak miała dostęp do tego okna na rzeczywistość, które w istocie jest fikcją, czuła, że coś się nie zgadza i coś nie pasuje. To poczucie niedopasowania nie brało się z jej życia. Brało się z porównywania go do czegoś, co nie istnieje.
Kluczowa jest tu ostatnia część jej wypowiedzi. Kiedy teraz wychodzi na zewnątrz i widzi swoją rzeczywistość taką, jaka jest, przestaje mieć aż takie problemy. Nie zmieniło się jej życie. Zmienił się punkt odniesienia.
Mechanizm, który dotyczy każdego użytkownika
To, co opisuje bohaterka nagrania, nie jest jej indywidualną wrażliwością. Treści publikowane w mediach społecznościowych są z natury wyselekcjonowane. Pokazują wakacje, ale nie pokazują pracy, która je sfinansowała. Pokazują efekt, nie proces. Pokazują najlepszy moment z tygodnia, prezentowany jako standard.
Użytkownik porównuje więc swoją całą codzienność z cudzymi wyselekcjonowanymi fragmentami. To porównanie jest z definicji przegrane i generuje stałe napięcie oraz poczucie, że własne życie jest gorsze, niż być powinno.
Problem pogłębiają algorytmy, które promują treści budzące najsilniejsze emocje. Im bardziej aspiracyjny i nierealistyczny obraz, tym większy zasięg.
Ważny głos w dyskusji o higienie cyfrowej
Wyznanie dziewczyny wpisuje się w szerszą rozmowę o tak zwanej higienie cyfrowej, czyli świadomym zarządzaniu tym, ile czasu i uwagi oddajemy aplikacjom.
Jej wypowiedź jest o tyle wartościowa, że nie moralizuje. Nie mówi, że media społecznościowe są złe ani że wszyscy powinni je usunąć. Opisuje własne doświadczenie i mechanizm, który sama u siebie rozpoznała.
Dla wielu nastolatków to może być pierwszy moment, w którym uświadomią sobie, że niezadowolenie z własnego życia nie musi wynikać z tego życia, tylko z tego, z czym je codziennie zestawiają.