Sierżant Adam Haładus z komisariatu w Koziegłowach jechał we wtorek rano do pracy, gdy na poboczu zauważył samochód leżący na dachu. Zatrzymał się, podbiegł do wraku i zajął się uwięzioną w środku kobietą do czasu przyjazdu służb. Kierująca straciła panowanie nad autem, bo jechała zbyt szybko jak na warunki na drodze.
Tuż przed szóstą rano
Do zdarzenia doszło 18 sierpnia około godziny 5:40. Policjant, jeszcze po cywilnemu, zauważył w rowie rozbity samochód chwilę po tym, jak dachował. Natychmiast zatrzymał własne auto i pobiegł do wraku.
W środku była kobieta, przytomna. Funkcjonariusz udzielił jej pierwszej pomocy i zadbał o jej bezpieczeństwo aż do przyjazdu ratowników. Jak się okazało, kierująca nie odniosła poważnych obrażeń.
Za szybko na te warunki
Ze wstępnych ustaleń policji wynika, że kobieta nie dostosowała prędkości do warunków panujących na drodze. Straciła panowanie nad samochodem, zjechała z jezdni i dachowała w rowie.
Śląska policja podkreśla, że służba nie kończy się ze zdjęciem munduru, a przy okazji apeluje do kierowców: prędkość trzeba dopasować nie tylko do znaków, ale do pogody, nawierzchni i własnych umiejętności, bo nawet niewielkie przekroczenie bezpiecznej prędkości znacząco wydłuża drogę hamowania.