W okupowanym Mariupolu lokalni kurierzy zaczęli prosić, by za dostawę płacić im nie rublami, a benzyną - wystarczy litr paliwa, by zamówienie dotarło "za darmo". Nagranie z miejscowego serwisu dostaw obiega sieć i pokazuje coś, co jeszcze niedawno wydawało się absurdem: na okupowanych terenach to paliwo, a nie gotówka, staje się realną walutą. Powód jest prosty i brutalny - benzyny po prostu brakuje, a ta, która jest, kosztuje fortunę i sprzedawana bywa na talony.

Nagranie pochodzi z konta jednej z mariupolskich służb dostawczych. Kurierzy w półżartobliwej formie informują klientów, że chętnie przyjmą zapłatę paliwem - litr benzyny w zamian za darmową dostawę. To, co brzmi jak żart, jest jednak dokładnym odbiciem sytuacji w mieście. Informację o "benzynie jako walucie" w Mariupolu powtarzają zarówno kanały monitorujące życie pod okupacją, jak i prorosyjskie media działające na miejscu, według których propozycja faktycznie pojawiła się wśród lokalnych dostawców.

Skąd kryzys paliwowy

Mariupol leży na tak zwanej trasie "Noworosja" (droga R-280), lądowym korytarzu łączącym rosyjski Rostów nad Donem z okupowanym Krymem przez Donieck, Mariupol, Berdiańsk i Melitopol. To właśnie tędy biegnie znaczna część zaopatrzenia w paliwo na tymczasowo okupowane tereny południowej Ukrainy. Trasa łączy Rostów nad Donem z Symferopolem przez Donieck i Mariupol, a ukraińskie siły od tygodni systematycznie ją paraliżują.

Ukraińskie wojsko za pomocą dronów zdalnie minuje tę drogę i uderza w ciężarówki oraz cysterny z paliwem. Od początku czerwca przepływ ładunków na odcinku Mariupol-Berdiańsk-Melitopol-Symferopol spadł o 71 procent - jeśli wcześniej trasą jeździło niemal 4 tysiące ciężarówek na dobę, teraz liczba ta zmalała do około 1100. Skutek jest taki, że kierowcy cystern coraz częściej odmawiają jazdy, bo uznają, że ryzyko jest zbyt duże.

Skalę problemu dobrze pokazuje to, ile okupanci są gotowi zapłacić za jeden kurs. Według relacji działacza społecznego Mykoły Osyczenki kierowcom proponuje się 400 tysięcy rubli za jednorazowy przewóz benzyny, a oni i tak nie chcą jechać, bo życie jest warte więcej. Ukraińskie uderzenia nie ograniczają się przy tym do transportu - dotykają też baz paliwowych i magazynów, z których mógłby korzystać przeciwnik.

@m.eda.mrpl

Подробнее в шапке профиля👉#мариуполь #бензин #тренды

♬ оригинальный звук - m-eda

Talony, limity i kolejki

W samym Mariupolu i na okupowanej części obwodu donieckiego wprowadzono ograniczenia sprzedaży. Na części stacji benzyny już brakuje albo wydaje się ją wyłącznie na talony, a w Mariupolu i innych miastach regionu obowiązują limity sprzedaży paliwa. Mieszkańcy w lokalnych czatach na Telegramie urządzili swego rodzaju "przekličkę" - wymieniają się informacjami, na której stacji jeszcze jest benzyna, ile kosztuje i jak długa stoi kolejka.

Relacje z miasta są przygnębiające. "Benzyny nie ma, a tam, gdzie ją wyrzucają, cena to 110 rubli, i w kolejce staliśmy z 5 godzin" - napisała jedna z mieszkanek. Inni potwierdzali, że paliwo można jeszcze znaleźć na pojedynczych stacjach w cenie od 80 do 100 rubli za litr. Na tle deficytu pojawiły się też próby nieoficjalnej sprzedaży: paliwo proponowano po 150 rubli za litr, jednak po interwencji służb taki handel szybko ustawał.

Kryzys uderza nie tylko w kierowców. Jedna z mieszkanek opowiadała, że przez problemy z benzyną martwi się, czy zdąży na czas zawieźć chore dziecko do lekarza, bo nigdy nie wie, czy uda się zatankować akurat wtedy, gdy będzie to potrzebne. Kryzys paliwowy odbił się też na komunikacji miejskiej i taksówkach - przez limity kierowcy tracą godziny w kolejkach, a część przewoźników ogranicza liczbę kursów lub czasowo zawiesza działalność.

Sytuacja się pogłębia

Choć okupacyjne władze początkowo tłumaczyły braki "przejściowymi trudnościami", problem narasta. Według podległej okupantom Donieckiej Agencji Informacyjnej rankiem 19 czerwca benzyna AI-95 była dostępna już tylko na czterech stacjach - dzień wcześniej można ją było kupić na dwunastu. Benzyny AI-92 pozostało tylko na trzech stacjach, wobec dziesięciu dobę wcześniej.

Ten sam scenariusz rozgrywa się na okupowanym Krymie i w innych częściach okupowanych terytoriów. Władze zainstalowane przez Rosję na okupowanym Krymie zawiesiły sprzedaż paliwa osobom prywatnym i firmom w obliczu poważnego niedoboru, a paliwo rezerwuje się dla służb ratowniczych i pojazdów państwowych, dostępne jedynie na ściśle kontrolowane talony. W Doniecku i innych miastach trwa "polowanie" na osoby odsprzedające paliwo i talony, w niektórych przypadkach wszczynano nawet sprawy karne.

Apel mariupolskich kurierów, by płacić im benzyną, jest więc bardziej gorzkim świadectwem codzienności niż żartem. W mieście, w którym przed wojną dostawa szałarmy z jednego końca miasta na drugi zajmowała kilkanaście minut, dziś o cenie usługi decyduje nie cennik, a to, czy klient ma w bagażniku kanister z paliwem. Dopóki ukraińskie siły utrzymują ogniową kontrolę nad lądowym korytarzem zaopatrzenia, sytuacja - jak przyznają sami przedstawiciele okupacyjnej administracji - będzie się raczej pogłębiać niż poprawiać.

DOWIEDZ SIE WIECEJ:
35-letni Kubańczyk z nożami w rękach groził dwóm osobom pozbawieniem życia
35-letni Kubańczyk z nożami w rękach groził dwóm osobom pozbawieniem życia
Kiedy tata zostaje w domu i pokazuje mamie, jak pilnuje synów. Nagranie z basenu dostało 17 milionów lajków
Kiedy tata zostaje w domu i pokazuje mamie, jak pilnuje synów. Nagranie z basenu dostało 17 milionów lajków