Tegoroczna edycja Lekarskiego Egzaminu Weryfikacyjnego przyniosła wyniki, które wywołały sporą dyskusję. Test, który dopuszcza lekarzy z dyplomem spoza Unii Europejskiej do pracy w Polsce, okazał się barierą nie do pokonania dla większości zdających. Spośród 89 lekarzy z Ukrainy egzamin zdało zaledwie 12. Słabo poradzili sobie też Białorusini, Rosjanie i, co może zaskakiwać, sami Polacy kształceni za granicą.
Pierwsza tegoroczna edycja egzaminu, znanego pod skrótem LEW, odbyła się 26 maja. Do testu przystąpiło łącznie ponad dwustu lekarzy spoza Unii Europejskiej. Dane, do których dotarła "Rzeczpospolita", pokazują skalę problemu.
Liczby mówią same za siebie
Wśród zdających dominowali medycy z dwóch krajów. Do egzaminu podeszło 92 lekarzy z Białorusi oraz 89 z Ukrainy. Pozytywny wynik uzyskało odpowiednio 28 Białorusinów i tylko 12 Ukraińców. To przekłada się na zdawalność rzędu około 31 procent w przypadku tych pierwszych i niespełna 14 procent w przypadku tych drugich.
Jeszcze gorzej wypadli pozostali. Do egzaminu przystąpiło czterech lekarzy z Rosji i nie zdał ani jeden z nich.
Polacy wcale nie lepsi
Najciekawszy, a dla wielu najbardziej kłopotliwy, jest jednak inny wynik. Do egzaminu podeszło bowiem także 28 Polaków, którzy dyplom lekarski zdobyli poza granicami Unii Europejskiej. Test zdały zaledwie dwie osoby, co daje zdawalność na poziomie około 7 procent, a więc procentowo najgorszą ze wszystkich grup.
To istotny kontekst dla tych, którzy chcieliby tłumaczyć niską zdawalność wyłącznie pochodzeniem zdających. Skoro rodacy z zagranicznym dyplomem wypadają jeszcze słabiej niż Ukraińcy czy Białorusini, problem leży raczej w samym charakterze egzaminu i różnicach w systemach kształcenia, a nie w narodowości.
Co to za egzamin?
LEW składa się z 200 pytań testowych jednokrotnego wyboru. Aby go zdać, trzeba zdobyć co najmniej 60 procent punktów, czyli 120 ze 200 możliwych. Egzamin muszą zdawać lekarze, którzy uzyskali dyplom poza UE i chcą pracować w Polsce, a także ci, którym wygasa warunkowe prawo wykonywania zawodu.
Słabe wyniki nie są przy tym nowością. Jak wynika z danych Centrum Egzaminów Medycznych, niska zdawalność to stały trend od 2021 roku, kiedy egzamin zaczęto organizować. Przez te lata Białorusini podchodzili do niego 1925 razy, a zdało 280 osób, czyli niecałe 15 procent. Ukraińcy mieli 1928 podejść i tylko 165 zdanych egzaminów, co daje około 8,5 procenta.
Różne systemy, różny poziom
Eksperci tłumaczą te wyniki przede wszystkim odmiennością systemów kształcenia. Dr Damian Patecki, koordynator działu kształcenia w Naczelnej Izbie Lekarskiej, przyznaje, że rezultaty są słabe co roku i nic się w tej kwestii nie zmienia.
Jak wyjaśnia, polski model szkolenia lekarzy jest "pruski", czyli oparty na sztywnych procedurach, dokumentacji i formalnej ścieżce zdobywania kompetencji. Z kolei system ukraiński określa jako bardziej "postradziecki". W jego ocenie to właśnie te różnice, a nie uprzedzenia narodowościowe, odpowiadają za rozbieżności w wynikach.
Obraz dopełniają mediany punktów z tegorocznej sesji. Najlepiej wypadli Białorusini ze 107 punktami, dalej Ukraińcy z wynikiem 99, a na końcu Polacy kształceni za granicą, z medianą zaledwie 87 punktów. Przypomnijmy, że do zaliczenia potrzeba było 120.
Cała sprawa nabiera dodatkowego znaczenia w kontekście wygaszania warunkowych praw wykonywania zawodu, co stawia setki medyków spoza UE przed widmem utraty możliwości leczenia w Polsce. Od 1 maja 2026 roku lekarze pracujący na warunkowym prawie muszą dodatkowo potwierdzić znajomość języka polskiego na poziomie minimum B1.