Upały, tłumy na szlaku i grupa ludzi stojących po kolana w Morskim Oku. Scena, która wraca każdego lata, znów trafiła do sieci. Wchodzenie do tatrzańskich jezior jest zakazane, a mandat może wynieść od 50 do 500 złotych. Problem w tym, że w praktyce prawie nikt go nie dostaje.

Dlaczego nie wolno

Morskie Oko leży w strefie ochrony ścisłej. Osoba, która wchodzi do wody, automatycznie schodzi ze szlaku, a to samo w sobie jest wykroczeniem. Tatrzańskie stawy są też źródłem wody pitnej dla schronisk i miejscem życia rzadkich gatunków. Nad brzegiem stoją piktogramy z zakazem.

Stawki są stałe od lat: od 50 do 500 złotych za jedno wykroczenie i do 1000 złotych, jeśli ktoś złamał kilka zasad naraz. Straż parku najczęściej kończy jednak na pouczeniu.

Egzekwowanie to fikcja i park o tym mówi wprost

Nad Morskim Okiem codziennie dyżurują strażnicy i wolontariusze, ale przy takim ruchu nie mają szans wyłapać wszystkich. Komendant straży TPN opisywał ten mechanizm bez ogródek: kiedy pojawia się patrol i pada informacja o mandacie, ludzie wychodzą z wody, a gdy strażnicy odejdą, wracają.

Jest jeszcze bariera, o której mówi się rzadziej. Straż Parku nie ma dostępu do danych osobowych. Jeśli ktoś nie chce się wylegitymować albo zdarzenie ustalane jest z nagrania w internecie, identyfikacja sprawcy bywa po prostu niemożliwa. Tak było z głośną sesją zdjęciową w Morskim Oku, której autorki park chciał ukarać, ale najpierw musiał je znaleźć.

Kiedy poważne mandaty? Projekt jest, ale nie o tym

W marcu 2026 roku Ministerstwo Klimatu i Środowiska opublikowało projekt nowelizacji ustawy o ochronie przyrody. Dla parków narodowych to spora zmiana: strażnicy mają zyskać status funkcjonariuszy publicznych i dostęp do danych osobowych, czyli dokładnie to, czego dziś im brakuje przy ustalaniu tożsamości.

Rosną też kary, ale za co innego. Grzywna za zaśmiecanie lasu ma wzrosnąć z minimum 500 do minimum 1000 złotych, a za składowanie odpadów w lesie do 5-10 tysięcy. Stawki za wejście do wody projekt zostawia bez zmian. Górna granica dalej wynosi 500 złotych, a przy kilku wykroczeniach 1000.

Czy tysiąc złotych za zamoczenie nóg by wystarczył

Odpowiedź brzmi: sama kwota niewiele zmieni. O tym, czy ktoś złamie zakaz, decyduje przede wszystkim przekonanie, że zostanie złapany, a nie wysokość kary widniejąca w tabeli. Dziś przy Morskim Oku ta szansa jest bliska zeru, bo turysta widzi patrol z daleka, wychodzi z wody i wraca, gdy strażnik zniknie za zakrętem.

Przy takim poziomie wykrywalności podniesienie mandatu do tysiąca czy dwóch tysięcy złotych będzie zmianą wyłącznie na papierze. Realnie zadziałałoby co innego: stała obecność przy najbardziej obleganym odcinku brzegu, możliwość ustalenia tożsamości i kilkadziesiąt faktycznie wystawionych mandatów w sezonie zamiast pouczeń. Wtedy nawet obecne 500 złotych zaczęłoby cokolwiek znaczyć.

Że dziś nie znaczy nic, pokazała sprawa z maja tego roku, gdy influencer wjechał samochodem pod schronisko nad Morskim Okiem. Maksymalny mandat, jaki mogła nałożyć straż parku, to był tysiąc złotych. Sprawa trafiła do organów ścigania właśnie dlatego, że kara mandatowa nikogo tam nie zniechęca.

Skala robi resztę. W 2025 roku Tatrzański Park Narodowy odwiedziło ponad 5,2 miliona osób, a sam szlak nad Morskie Oko ponad 1,1 miliona.

DOWIEDZ SIE WIECEJ:
Lekarza opuszczono z helikoptera, bo nie było gdzie lądować. Niezwykłe nagranie znad zalewu pod Kielcami
Lekarza opuszczono z helikoptera, bo nie było gdzie lądować. Niezwykłe nagranie znad zalewu pod Kielcami
Dyżur 110 godzin i stanowisko, którego nie było. Trzaskowski ujawnił wyniki kontroli w stołecznych szpitalach
Dyżur 110 godzin i stanowisko, którego nie było. Trzaskowski ujawnił wyniki kontroli w stołecznych szpitalach