Nielegalne nocne wyścigi i palenie gumy na pustych skrzyżowaniach to zmora wielu polskich miast. Tym razem jednak bohaterem takiego popisu okazał się nie domorosły rajdowiec w podrasowanym aucie, lecz funkcjonariusz za kierownicą oznakowanego radiowozu. Jego nocny start spod świateł, z piskiem opon i zapachem spalonej gumy, uchwycił jeden ze świadków. Nagranie błyskawicznie obiegło internet, a sprawa skończyła się dla policjanta mandatem i punktami karnymi.

To kolejny przykład na to, że w dobie wszechobecnych kamer i smartfonów żaden brawurowy wyczyn na drodze nie pozostaje niezauważony, nawet jeśli za kierownicą siedzi przedstawiciel służb, które mają tych przepisów pilnować.

Rajdowy start zamiast spokojnej jazdy

Z nagrania wynika, że zamiast normalnie ruszyć na zielonym świetle, kierujący radiowozem postanowił sprawdzić możliwości policyjnego auta w iście wyścigowym stylu. Efektem był głośny pisk opon, który w nocnej ciszy musiał zwrócić uwagę każdego, kto akurat znajdował się w pobliżu.

Trudno tu mówić o jakimkolwiek służbowym uzasadnieniu. Nie było pościgu, nie było interwencji, nie było żadnej nagłej sytuacji wymagającej szybkiej reakcji. Był za to, jak ujął to jeden z komentujących mieszkańców, zwykły popis.

Jeżeli to jest pościg za kimś, kto ucieka, to oczywiście trzeba ścigać i gonić, ale samemu takie cyrki robić… - oceniał kielczanin, nie kryjąc dezaprobaty.

Działo się to nocą, przy Sandomierskiej

Do całego zdarzenia doszło w nocy z niedzieli na poniedziałek, przy ulicy Sandomierskiej w Kielcach. To miejsce, które bywalcy lokalnych grup poświęconych ruchowi drogowemu znają aż za dobrze, bo nie pierwszy raz pojawiają się stamtąd nagrania budzące emocje.

Tym razem film z nocnymi popisami radiowozu rozszedł się w sieci w zawrotnym tempie. I, co ważne, trafił nie tylko pod strzechy internautów, ale również prosto na komendę.

Policja nie zamiatała sprawy pod dywan

W przeciwieństwie do wielu sytuacji, w których obywatele mają poczucie, że mundurowi traktowani są ulgowo, tym razem reakcja była szybka i jednoznaczna. Funkcjonariusze ustalili, kto prowadził pojazd feralnej nocy, i pociągnęli go do odpowiedzialności.

Udało się dotrzeć do funkcjonariusza, który tego wieczora prowadził ten pojazd. Mężczyzna za popełnione wykroczenie z art. 86 kodeksu wykroczeń, za stworzenie zagrożenia bezpieczeństwa w ruchu drogowym, został ukarany mandatem karnym - przekazał st. asp. Jacek Borek, oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Kielcach.

Mandat wyniósł 1020 złotych, a do tego doszło 10 punktów karnych dopisanych na konto policjanta z miejscowej komendy. Rzecznik nie owijał w bawełnę, jeśli jest wina, musi być i kara.

Nikt nie zamierzał przede wszystkim tego zamiatać pod dywan - zapewnił Borek.

Mundur nie chroni przed mandatem

To nie pierwszy raz, gdy świętokrzyska policja musi reagować na niewłaściwe zachowanie własnych funkcjonariuszy uwiecznione na nagraniu. Rok wcześniej głośno było o policjantce, która jadąc po cywilnemu ekspresową "siódemką", pokazała innemu kierowcy środkowy palec. Również wtedy konsekwencje były odczuwalne, bo skończyło się mandatem oraz naganą z wpisem do akt.

Mieszkańcy w rozmowach nie mają wątpliwości, że właśnie tak powinno to działać.

Jak każdy kierowca jest karany, to policjant też. To są mundurowi i powinni dać przykład, jak się zachowywać na ulicy - podkreślał jeden z nich.

Jeden incydent, a cień pada na całą formację

Pojawia się jednak pytanie, na ile takie sytuacje psują wizerunek policji jako całości. Dane nie są dla służb złe, bo jak wynika z badań CBOS przeprowadzonych w marcu tego roku, działalność policji dobrze ocenia 71 procent Polaków. Eksperci ostrzegają jednak, że tego typu popisy potrafią ten kapitał zaufania nadwątlić.

Każda taka sytuacja, oczywiście, że może spowodować, że część opinii publicznej będzie miała mniej szacunku do policji. Niemniej jednak, jeśli jest to incydentalne, to nie powinno w tak wielkim stopniu rzutować na postawę wobec całej formacji - tłumaczyła dr Magdalena Piłat-Borcuch, socjolog z Uniwersytetu Jana Kochanowskiego.

I to chyba najtrafniejsze podsumowanie całej sprawy. Pojedynczy nocny wygłup za kierownicą radiowozu nie przekreśla pracy tysięcy funkcjonariuszy, ale wyraźnie pokazuje, że mundur nie jest przepustką do łamania przepisów. Wręcz przeciwnie, od tych, którzy mają prawa pilnować, słusznie wymaga się, by sami świecili przykładem.

DOWIEDZ SIE WIECEJ:
Maja Chwalińska zagra w Wimbledonie. Jest decyzja organizatorów w sprawie dzikiej karty
Maja Chwalińska zagra w Wimbledonie. Jest decyzja organizatorów w sprawie dzikiej karty
Lekarze ze Wschodu masowo oblewają polski egzamin. Z 89 Ukraińców zdało zaledwie 12
Lekarze ze Wschodu masowo oblewają polski egzamin. Z 89 Ukraińców zdało zaledwie 12