Bo czasem nie trzeba czekać na latające samochody z Doliny Krzemowej. Wystarczy dron rolniczy, lina, uprząż i trochę odwagi. Dokładnie tak zrobił pewien rolnik ze wschodniej Jawy, a jego nagranie w kilka dni obejrzały miliony ludzi na całym świecie.
Bohaterem jest 53-letni Daeman, pracownik plantacji bananów w regionie Tuban we wschodniej Indonezji. Na filmie widać, jak mężczyzna, podpięty na linach pod ośmiowirnikowym dronem rolniczym, unosi się na wysokość około 15 metrów i płynie w powietrzu nad polami. Cały przelot to mniej więcej 1,5 kilometra - prosto w stronę miejsca, gdzie czekał jego pojazd.
Skąd w ogóle taki pomysł
Teren wokół plantacji jest otoczony stawami rybnymi. Nie ma tam normalnej drogi dla samochodów, więc dron i tak od dawna woził tam nawozy, sadzonki i zebrane plony. Posadzenie na nim człowieka było, jak sam przyznał Daeman, czystą improwizacją.
"To był spontaniczny pomysł na zabawny materiał, nie sądziłem, że stanie się viralem" - powiedział rolnik cytowany przez indonezyjski portal Kompas.
Nagranie na TikToku opublikował Budianto, 47-letni dyrektor firmy zarządzającej plantacją. I to on później musiał trochę studzić emocje.
🇮🇩 Akcja marketingowa indonezyjskiego rolnika o imieniu Daeman, który wisi podpięty na linach pod wielkim, ośmiowirnikowym dronem rolniczym wartym około 20 tysięcy dolarów.
— Takeshi Kovacs (@PrzemekShura) July 11, 2026
Maszyna unosi go na wysokość kilkunastu metrów i transportuje nad polami uprawnymi na dystansie około 1,5… pic.twitter.com/Rn9slwvZjG
Maszyna warta ponad 20 tysięcy dolarów
Dron, pod którym zawisł Daeman, to nie zabawka. Jego cena to mniej więcej od 19,5 do 21,4 tysiąca dolarów, czyli grubo ponad 70 tysięcy złotych. Maszyna potrafi udźwignąć nawet 150 kilogramów ładunku. Rolnik ważył około 60-70 kilo, więc spokojnie mieścił się w limicie.
Dyrektor plantacji podkreślił jednak wyraźnie, że wożenie ludzi nigdy nie było przeznaczeniem tego sprzętu.
"Musimy wyjaśnić, że drony na naszej ziemi służą wyłącznie do wspomagania prac rolnych - transportu sadzonek, nawozów i plonów. Nie używamy ich do przewożenia ludzi" - zaznaczył.
Minister rolnictwa: "całkiem kreatywne"
Film tak szybko obiegł Indonezję, że o sprawę zapytano samego ministra rolnictwa. A ten zamiast grzmieć, właściwie się rozmarzył.
Andi Amran Sulaiman stwierdził, że wczorajszy viral z człowiekiem wiszącym pod dronem jest "całkiem kreatywny". Poszedł nawet dalej i zaproponował, żeby drony zdolne unieść około 100 kilogramów wykorzystać do wywożenia zebranego ryżu z pól, do których nie prowadzą żadne drogi. To, jego zdaniem, naturalny kolejny krok po dronach, które w Indonezji już teraz pomagają w sadzeniu upraw. Zastrzegł tylko, że pomysł wymaga jeszcze dokładnej analizy, zanim ktokolwiek zrobi z nim cokolwiek oficjalnego.
I jest w tym wszystkim pewna ironia. Bo gdy w Stanach Zjednoczonych wydaje się miliardy dolarów na latające taksówki, certyfikaty i lata testów, indonezyjski rolnik rozwiązał ten sam problem - jak dostać się z punktu A do punktu B, gdy drogi nie ma - za pomocą liny i chętnego przełożonego. Jedni robią to za miliardy. On zrobił to za darmo i trafił na czołówki na całym świecie.
Tylko odradzamy powtarzanie tego w domu. Wystarczy jeden ptak, który wleci w śmigło.