Dzień przed tym, jak zabiła, rozwiązywała w internecie quiz. Nazywał się "Czy jestem mordercą". To jedno z najbardziej porażających ustaleń reportażu zamieszczonego 10 lipca przez "Duży Format", który ujawnił kulisy grudniowej zbrodni z Jeleniej Góry. Zbrodni, która wstrząsnęła całą Polską.
Przypomnijmy, co się stało. Do tragicznej śmierci 11-letniej Danusi z Jeleniej Góry doszło 15 grudnia 2025 r. Dziewczynka została zamordowana na terenie miasta. Nad potokiem tuż obok szkoły dwunastoletnia dziewczyna zaatakowała harcerską finką młodszą koleżankę i zadała jej śmiertelne ciosy. Ofiara była o rok młodszą uczennicą tej samej szkoły. Dziewczynki znały się tylko z widzenia. Do dziś nie wiadomo, jaki był motyw.
I właśnie ten brak motywu jest tu najbardziej przerażający. Bo wszystko wskazuje na to, że zabójstwo nie było wybuchem emocji. Było zaplanowane.
Sygnałów było mnóstwo. Nikt nie zareagował
Reportaż w "Dużym Formacie" napisała Katarzyna Włodkowska. To ona ustaliła, jak wyglądały tygodnie i miesiące przed tragedią. I obraz, który się z tego wyłania, wygląda dziś jak ciąg ostrzeżeń, których dorośli nie chcieli albo nie potrafili odczytać.
Zacznijmy od tego. Kilka miesięcy przed zabójstwem w klasie odbywała się rozmowa o samobójstwach. Dziewczyna się uśmiechała. Gdy ktoś zapytał, dlaczego ten temat ją bawi, odpowiedziała, że to przecież "naturalna kolej rzeczy". Innym razem wychowawczyni pytała uczniów o marzenia. Odpowiedź brzmiała: najbardziej chciałaby kogoś zabić. Nauczycielka nikogo o tym nie poinformowała. Uznała, że to żart. Takie młodzieżowe gadanie.
Był jeszcze poważniejszy sygnał. Karty samooceny, które uczniowie wypełniają w szkole. W październiku dziewczyna własnoręcznie zaznaczyła w takiej karcie, że dopuściła się kradzieży, że weszła w konflikt z prawem, że pali papierosy, pije alkohol i sięga po środki uzależniające. A na końcu jedno zdanie, od którego robi się zimno: swoim zachowaniem stwarza realne zagrożenie dla bezpieczeństwa swojego i innych.
To samo zdanie zaznaczyła rok wcześniej. Wtedy przyznała też m.in. do wagarów, wulgaryzmów i stosowania przemocy fizycznej. Żadna z tych deklaracji nie doczekała się realnej reakcji szkoły.
To, co znaleźli w jej pokoju
Po zabójstwie śledczy przeszukali pokój dziewczyny i jej sprzęt elektroniczny. To, co znaleźli, mrozi krew w żyłach.
Na jej koncie na Pintereście zapisanych było ponad trzy tysiące grafik i nagrań. Wiele dotyczyło noży, technik walki i przemocy. Były grafiki porównujące cechy psychopaty i socjopaty. Były obrazy przedstawiające drastyczną przemoc. Był też mem z napisem o przecięciu tętnicy.
To jednak nie koniec. Dwunastolatka sprawnie poruszała się po darknecie. W ostatnich tygodniach przed zbrodnią szukała tam informacji o tym, jak zabić człowieka i jak ostrzy się noże. Ściągnęła nawet film, który bardzo przypomina to, co później wydarzyło się nad potokiem.
A dzień przed dramatem był ten quiz. "Czy jestem mordercą".
Warto tu dodać jedną rzecz. W reportażu Katarzyny Włodkowskiej zabójczyni występuje jako "Basia". To imię zmyślone. Autorka celowo zmieniła prawdziwe imię morderczyni, bo dziewczynkę wciąż chroni polskie prawo. W rzeczywistości nazywa się inaczej.
Nie odpowie karnie. Jest za młoda
I tu dochodzimy do kwestii, która budzi w wielu ludziach bunt. W chwili popełnienia czynu sprawczyni miała 12 lat. Do trzynastych urodzin brakowało jej trzech miesięcy. W świetle polskiego prawa to osoba nieletnia, która nie może odpowiadać karnie za zabójstwo.
Sąd rodzinny prowadzi wyłącznie postępowanie o demoralizację. Wobec dziecka w tym wieku nie można nawet orzec pobytu w zakładzie poprawczym. Grożą jej jedynie środki wychowawcze lub lecznicze. Obecnie przebywa w ściśle strzeżonym, monitorowanym całodobowo młodzieżowym ośrodku psychiatrii sądowej. Może tam zostać najdłużej do ukończenia 18. roku życia.
List rodziców Danusi
Kilka miesięcy po śmierci córki rodzice Danusi napisali list. Nie ma w nim krzyku o zemstę. Jest coś znacznie trudniejszego.
Napisali, że to dorośli stworzyli złe wzorce kulturowe, dając dzieciom telefony od najmłodszych lat, byle mieć chwilę spokoju. Że pozwalają, żeby dzieci wychowywał bezduszny, wirtualny świat, w którym nikt nie pokaże im granicy, której nigdy nie wolno przekroczyć. "To my zawiedliśmy dzieci" - napisali.
Zwrócili się do innych rodziców, do nauczycieli, do polityków. Postulują m.in. ograniczenie dzieciom dostępu do internetu. Podkreślają też, że nauczyciele stracili autorytet i realne narzędzia, żeby reagować na agresję w szkole.
Nad grobem Danusi jej katecheta powiedział do zebranej młodzieży coś, co powinno zostać w głowie każdemu. Że życie to nie gra. Że nie ma w nim przycisku "reset" ani kolejnego poziomu po śmierci drugiego człowieka. I że trzeba krzyczeć o pomoc, zanim stanie się krzywda, której nie da się już cofnąć.
Bo w tej historii najstraszniejsze nie jest to, że jedno dziecko zabiło drugie. Najstraszniejsze jest to, że tyle osób mogło to zauważyć wcześniej. I nikt nie zareagował.