W piątkowy wieczór w Gorzowie zawrzało. Młody mężczyzna skoczył z mostu Staromiejskiego prosto do Warty, a chwilę później na miejsce ruszyły straż pożarna i policja. Kiedy dotarli nad rzekę, po skoczku nie było już śladu. Wyszedł z wody i uciekł. A całe zdarzenie sam nagrał i wrzucił do sieci.
Zgłoszenie o skoku do rzeki
Wszystko zaczęło się w piątek 3 lipca o godzinie 18.02. Wtedy właśnie do służb wpłynęło zgłoszenie, że z mostu Staromiejskiego ktoś skoczył do Warty. Reakcja była błyskawiczna. Na miejsce wysłano dwa zastępy straży pożarnej razem z łodzią oraz policję.
No i tu zaczyna się najciekawsze. Bo kiedy strażacy i policjanci dotarli nad rzekę, nie zastali już nikogo.
- Młody mężczyzna skoczył z mostu do rzeki Warty. Przed przybyciem na miejsce policjantów mężczyzna wyszedł z rzeki i uciekł - relacjonuje Grzegorz Jaroszewicz, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Gorzowie.
Salto, utrata równowagi i lądowanie na plecach
Można by pomyśleć, że skoczek chciał zatrzeć po sobie ślady. Nic z tych rzeczy. Zamiast tego sam podłożył sobie nogę - nagranie ze skoku trafiło do sieci.
Na filmie widać, jak mężczyzna staje tyłem na barierce mostu, wybija się i próbuje zrobić salto w tył. Tyle że coś poszło nie tak. W locie stracił równowagę i wylądował plecami wprost na taflę wody.
Sprawa trafi do sądu?
Policjanci, którzy przyjechali na miejsce, sporządzili dokumentację. I na tym się nie skończy.
- Sprawa będzie prowadzona pod kątem wykroczenia, może nawet zakończyć się w sądzie - podkreśla Jaroszewicz.
Funkcjonariusze nie kryją, że taki popis mógł skończyć się dużo gorzej niż mokrymi plecami. Apelują, żeby absolutnie nie naśladować tego typu zachowań. Skok z mostu do rzeki to nie jest zabawa - może doprowadzić do kalectwa, a nawet śmierci.
Bo o ile tym razem skończyło się na siniakach i wpisie do policyjnych papierów, o tyle następnym razem ktoś może mieć znacznie mniej szczęścia. I żadne wyświetlenia w sieci tego nie będą warte.