Reporterzy „Superwizjera" TVN przez miesiące obserwowali place firm odpadowych na Mazowszu. Twierdzą, że nagrali ciężarówki, które jeździły puste, a w państwowym systemie w tym samym czasie pojawiały się wpisy o transporcie odpadów. W tle jest miliard złotych dotacji, którą rząd przyznał jednej z największych polskich korporacji recyklingowych.
Reportaż Filipa Folczaka „Fikcyjne odpady i miliard od ministra" trafił na antenę i od rana jest jednym z najgłośniejszych tematów w kraju.
Ciężarówki, które udawały, że coś wożą
Dziennikarze ustawili kamery przy terenach firm z branży odpadowej. Zarejestrowali pojazdy, które wjeżdżały na plac, ważyły się i odjeżdżały, choć nikt niczego do nich nie ładował ani z nich nie wyładowywał.
Jeden z opisanych przypadków wygląda tak: ciężarówka wyjechała z terenu firmy, a następnie stała bez ruchu pod supermarketem. Według dokumentów w tym samym momencie ktoś ładował do niej odpady. Później pracownik zatwierdził w państwowym systemie, że ten ładunek dotarł na miejsce.
Zapytany przez reporterów kierowca jednej z takich ciężarówek nie odpowiedział na pytanie i odjechał.
Jak działa mechanizm
Chodzi o BDO, czyli Bazę Danych o Produktach i Opakowaniach oraz o Gospodarce Odpadami. To w niej przedsiębiorcy prowadzą ewidencję i wystawiają karty przekazania odpadów przed rozpoczęciem transportu. System miał pozwolić państwu śledzić drogę śmieci.
Zdaniem autorów reportażu fikcyjny obrót odpadami pozwala produkować dokumenty potwierdzające recykling. Firmy odpadowe sprzedają te potwierdzenia, a kupują je producenci i sprzedawcy sprzętu RTV i AGD, którzy mają ustawowy obowiązek zapewnienia recyklingu.
Płacą za to konsumenci. W cenie każdej pralki, lodówki czy telewizora zawarta jest opłata na zbiórkę elektrośmieci.
Anonimowa przedsiębiorczyni z branży powiedziała w reportażu, że fałszerstwa stanowią od 60 do 70 procent rynku elektroodpadów. Zapytana, ile rocznie można zarobić na takich dokumentach, wymieniła kwoty od miliona do dziesięciu milionów złotych.
Miliard dla firmy pod lupą prokuratury
Wśród opisywanych podmiotów jest Elemental Holding, jedna z największych korporacji odpadowych w Polsce. Według nieoficjalnych ustaleń „Superwizjera" spółka znajduje się w zainteresowaniu Prokuratury Krajowej i Centralnego Biura Śledczego Policji.
Mężczyzna, który był menedżerem w jednej ze spółek grupy, ma usłyszeć zarzuty udziału w sfałszowaniu ponad 4 tysięcy dokumentów związanych z transportami odpadów.
Jednocześnie minister finansów i gospodarki Andrzej Domański przyznał tej firmie miliard złotych dotacji. Pieniądze mają pójść na projekt POLVOLT w Zawierciu, czyli odzyskiwanie metali krytycznych. Surowce mają trafiać między innymi do zbrojeniówki, a całość opisywana jest jako przedsięwzięcie o strategicznym znaczeniu dla bezpieczeństwa Polski i Europy.
Zdaniem dziennikarzy środki przyznano bez przetargu, na podstawie rozporządzenia. O finansowanie starały się także inne firmy, ale resort nie chce ujawnić, które przegrały.
Kto nie chciał rozmawiać
Elemental Holding od tygodni wiedział o śledztwie dziennikarzy. Firma nie zgodziła się na wywiad i nie odpowiedziała na przesłane pytania ani dowody, tłumacząc się sezonem urlopowym. Jej prezes nie chciał wystąpić przed kamerą. Spółka deklaruje, że działa zgodnie z prawem.
Główna Inspektor Ochrony Środowiska początkowo zgodziła się na rozmowę, a potem się z niej wycofała. Minister Domański nie odpowiedział reporterom na pytanie, dlaczego przyznał miliard złotych firmie będącej w zainteresowaniu prokuratury i policji.
Reakcja po emisji
Po publikacji materiału resort zabrał głos. Domański zapewnił, że do spółki nie trafiła jeszcze ani złotówka i że żadne środki nie zostaną wypłacone do czasu wyjaśnienia wszystkich wątpliwości.
Wszystkie osoby i podmioty wymienione w reportażu objęte są domniemaniem niewinności. Postępowania prowadzone przez prokuraturę i policję pozostają w toku.