Wakacyjna praca 18-letniego Kobe miała polegać na kopaniu rowu pod kanalizację. Zamiast rur belgijski student odsłonił jednak skrytkę z fortuną: zamurowane w ścianie piwnicy dawnego browaru sztabki, bryłki złota i stare monety warte około 9 milionów euro, czyli blisko 39 milionów złotych. Teraz śledczy próbują ustalić, kto i po co ukrył majątek, a wśród badanych tropów są głośne belgijskie napady.
Myślał, że to monety jednoeurowe
Do odkrycia doszło 11 sierpnia w Sint-Gillis-Dendermonde pod Brukselą. Ekipa budowlana pracowała przy renowacji zabytkowego Brouwershuis, dawnej siedziby browarników, w której mają powstać biura i mieszkania. Zadaniem Kobe i jego kolegi było rozkucie ściany piwnicy, przez którą miały przejść rury kanalizacyjne.
Pierwsze znalezione krążki nastolatek wziął za zwykłe monety jednoeurowe. Dopiero gdy z muru zaczęły wysypywać się złote bryłki i sztabki, robotnicy zrozumieli, na co trafili. "Naszą pierwszą reakcją było niedowierzanie i zaskoczenie. Z pewnością nie spodziewaliśmy się znaleźć złota", opowiadał Kobe flamandzkiej stacji VRT. Skarb nie leżał w sejfie, tylko w zwykłym worku ukrytym za zamurowaną ścianą.

Robotnicy natychmiast powiadomili policję i właściciela budynku. Złoto trafiło pod eskortą do pilnie strzeżonego skarbca w Brukseli.
Browarnicy czy gangsterzy?
Pierwszy trop prowadzi do rodziny Van Assche, zamożnych browarników, dla których pod koniec XIX wieku wzniesiono rezydencję. Browar działał w tym miejscu od 1899 do 1970 roku, a na kutym ogrodzeniu do dziś widnieją inicjały "VA".

Jest jednak szczegół, który psuje romantyczną teorię o przedwojennym majątku: na części sztabek wybite są daty 1957 i 1961, a więc skarb wcale nie jest stary. Śledczy sprawdzają dlatego również, czy złoto nie ma związku z głośnymi belgijskimi napadami, między innymi rabunkiem złota w Wetteren i słynnym skokiem na lotnisku w Brukseli. Uwagę zwraca też bliskość Antwerpii, światowej stolicy handlu kruszcem i diamentami, oddalonej o zaledwie 45 minut drogi.
Kto ostatecznie przejmie fortunę, na razie nie wiadomo. Budynek należy do organizacji społecznej CAW Oost-Vlaanderen, która zapowiedziała, że ewentualne środki przeznaczy na miejsca dla osób w kryzysie bezdomności. Sami znalazcy nie wiedzą jeszcze, czy za swoją uczciwość dostaną cokolwiek.

"Poszukiwacze złota, trzymajcie się z daleka"
Wieść o skarbie błyskawicznie rozeszła się po okolicy i na plac budowy zaczęły ściągać dziesiątki ciekawskich oraz amatorów łatwego wzbogacenia. Policja musiała wydać specjalny komunikat. "Poszukiwacze złota, trzymajcie się z daleka. Po znalezieniu skarbu cały teren został przewrócony do góry nogami. Jesteśmy pewni, że nie ma tam już nic do znalezienia", zaapelował Patrick Feys z policji w Dendermonde, przypominając, że wyburzany budynek to plac pełen koparek i głębokich wykopów.
Na komendę zgłosił się za to pewien mężczyzna z nietypową rewelacją: stwierdził, że pamięta z poprzedniego wcielenia, iż to on osobiście ukrył złoto. Policja nie uznała tego za dowód własności.