wyświetlenia
Z ustaleń policjantów wynika, że kierujący kią nie dostosował prędkości do warunków. Na śliskiej nawierzchni stracił panowanie nad autem i uderzył w jadącą z przeciwka dacię. Chwilę później w tył dacji wjechał opel, który jechał za nią.
Najbardziej zaskakujące wydarzyło się tuż po zderzeniu. Kierowca opla odjechał z miejsca wypadku, nie wzywając pomocy i nie udzielając jej poszkodowanym. Co więcej, nawet nie zauważył, że z jego auta odpadła tablica rejestracyjna, którą później znaleźli policjanci.
29-letnia kierująca dacią z podejrzeniem urazu ręki i kręgosłupa trafiła do szpitala. Do szpitala przewieziono też 19-letniego kierowcę kii, który doznał obrażeń głowy i nogi. Na szczęście ich życiu nie zagrażało niebezpieczeństwo.
Gdy śledczy zabezpieczali ślady, przed godziną 9:00 do komendy w Lęborku przyszedł 49-latek i oświadczył, że to on prowadził opla. Szybko wycofał się z tej wersji, gdy usłyszał, jakie konsekwencje grożą za nieudzielenie pomocy poszkodowanym i oddalenie się z miejsca zdarzenia. Przyznał, że zgodził się „wziąć winę na siebie” za 200 zł, które miał mu zaproponować 36-letni kierowca opla z Lęborka.
Policjanci szybko ustalili miejsce pobytu 36-latka i zatrzymali go. Był trzeźwy, ale okazało się, że nie ma uprawnień do kierowania. Dodatkowo był poszukiwany przez Sąd Rejonowy w Lęborku do odbycia kary oraz przez prokuraturę do sprawy karnej. Mężczyzna ma odpowiadać m.in. za tworzenie fałszywych dowodów (art. 235 k.k.), spowodowanie zagrożenia w ruchu drogowym, jazdę bez uprawnień i nieudzielenie pomocy. Grożą mu do 5 lat więzienia, wysoka grzywna i zakaz prowadzenia pojazdów.
Źródło foto: KPP Lębork
Rozmowy na Facebooku