Zaledwie nieco ponad dwa tygodnie temu Grzegorz Braun nawoływał do likwidacji fotoradarów i odcinkowych pomiarów prędkości. Podczas spotkania w Busku-Zdroju mówił, że urządzenia są „do wykoszenia”, a odcinkowe pomiary „do skasowania i to tak od zaraz”. „Bo to nie jest po polsku” - przekonywał, nazywając kary za przekraczanie prędkości „karaniem prewencyjnym” w sytuacji, gdy nie doszło jeszcze do wypadku ani szkody.
Słowa Brauna szczególnie mocno wybrzmiewają po tragedii, do której doszło w sobotę 22 sierpnia w Krakowie. 26-letni kierowca Volkswagena Golfa stracił panowanie nad samochodem i wjechał na chodnik, gdzie potrącił 32-letnich rodziców spacerujących z ośmiomiesięcznym dzieckiem. Oboje rodzice zmarli. Według wstępnych ustaleń śledczych przyczyną utraty panowania nad autem była nadmierna prędkość. Stan dziecka, który początkowo określano jako ciężki, jest obecnie stabilny.

Co więcej, jak ustalił portal BRD24, mieszkańcy i radni już wcześniej zwracali uwagę na zbyt szybką jazdę i samochodowe rajdy właśnie w rejonie, w którym doszło do tragedii. Mieli domagać się działań zmierzających do uspokojenia ruchu, jednak urzędowe pomiary wskazywały, że większość kierowców przestrzega ograniczeń. Wypowiedź Brauna nie była reakcją na krakowski wypadek i padła wcześniej, jednak wydarzenia z ostatniego weekendu ponownie uruchamiają dyskusję o tym, czy kontrolę prędkości należy ograniczać, czy przeciwnie, zwiększać tam, gdzie kierowcy regularnie przekraczają dopuszczalne limity.
