Dmitrij Miedwiediew, były prezydent Rosji, a obecnie wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej, po raz kolejny użył wyjątkowo ostrego języka. Tym razem jego słowa nie były jednak skierowane pod adresem Ukrainy czy państw Zachodu, lecz samych Rosjan. Podczas zjazdu partii Jedna Rosja zaatakował obywateli, którzy po rozpoczęciu wojny wyjechali z kraju i otwarcie życzą Rosji porażki.
⚡️ Tens of thousands are fleeing Russia
— NEXTA (@nexta_tv) August 19, 2026
A record 20,000 people crossed the legendary border checkpoint with Georgia in just 24 hours.
At Verkhny Lars, queues stretched to two and a half hours, forcing border guards to urgently reinforce their shifts and call in extra personnel… pic.twitter.com/tjQ43GLDFA
Nagranie pokazuje długie kolejki samochodów na przejściu granicznym Wierchnij Lars między Rosją a Gruzją. Materiał opublikowano w związku z gwałtownym wzrostem ruchu na granicy, gdzie w ciągu doby odnotowano przejazd ponad 20 tys. osób w obu kierunkach.
Miedwiediew nazwał ich „zdrajcami” i „odszczepieńcami”, a następnie porównał do karaluchów, które rozbiegły się po spokojnych zakątkach świata i stamtąd „żałośnie szczekają” na Rosję. Stwierdził, że dla takich osób „nie ma i nie może być przebaczenia”. Poszedł jeszcze dalej, przekonując, że nie powinny mieć prawa powrotu do Rosji, nawet gdyby w przyszłości żałowały swojej decyzji.
Słowa Miedwiediewa wpisują się w coraz ostrzejszą politykę rosyjskich władz wobec obywateli, którzy po rozpoczęciu wojny wyjechali za granicę i publicznie występują przeciwko Kremlowi. W ostatnich miesiącach w Rosji przyjmowano kolejne przepisy ograniczające prawa części takich osób, szczególnie tych ściganych lub skazywanych zaocznie za działalność uznawaną przez władze za polityczną. Miedwiediew jasno dał przy tym do zrozumienia, że w jego ocenie wyjazd z kraju połączony z życzeniem Rosji militarnej porażki powinien definitywnie zamykać drogę do powrotu.