Trzej znajomi Łukasza Żaka, skazani za pomaganie mu w ucieczce z kraju po śmiertelnym wypadku na Trasie Łazienkowskiej, mieli trafić do tymczasowego aresztu. Dwaj stawili się sami. Trzeci przestał realizować dozór i policja szuka go od kilku dni.
Jeden zgłosił się od razu, drugi po tygodniu
Sąd, wydając wyroki wobec współoskarżonych w procesie Żaka, orzekł wobec trzech z nich tymczasowe aresztowanie. Powodem była wysokość kar. Wszyscy trzej usłyszeli wyroki powyżej trzech lat więzienia, a to zmienia perspektywę osoby, która do tej pory odpowiadała z wolnej stopy.
Jako pierwszy stawił się Kacper K., który dobrowolnie zgłosił się na komisariat, został zatrzymany i doprowadzony do zakładu karnego. Wczoraj po południu do aresztu na Białołęce sam zgłosił się Damian J., o czym poinformowała Edyta Adamus z Komendy Stołecznej Policji.
Zostaje trzeci. Mikołaj O. przestał realizować obowiązek dozoru i jest obecnie poszukiwany przez policję.

Za co zostali skazani
Kacper K. to właściciel wypożyczalni aut, z której pochodziły oba samochody biorące udział w zdarzeniu. Odpowiadał za prowadzenie pojazdu w stanie nietrzeźwości, poplecznictwo oraz nieudzielenie pomocy ofiarom wypadku. Sąd skazał go na pięć lat więzienia i orzekł sześcioletni zakaz prowadzenia pojazdów.
Mikołaj O. i Damian J. odpowiadali za poplecznictwo i nieudzielenie pomocy. Obaj zostali skazani na cztery lata więzienia. Wszystkie wyroki są nieprawomocne.
Zarzuty sprowadzają się do tego, co działo się już po zderzeniu. Skazani pomagali Żakowi w ucieczce z kraju, zacierali ślady i nie udzielili pomocy poszkodowanym na miejscu tragedii. W rozbitym fordzie zostali wtedy umierający mężczyzna, jego żona i dwoje małych dzieci.
Dwadzieścia lat dla Łukasza Żaka
Wyrok w głównym wątku zapadł 16 lipca. Łukasz Żak został skazany na 20 lat więzienia, z możliwością ubiegania się o warunkowe zwolnienie dopiero po 15 latach. Taką karę wnioskowała prokuratura.
Do tego doszły konsekwencje finansowe i dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów. Sąd zasądził 10 tysięcy złotych na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej, a także zadośćuczynienia: po 300 tysięcy złotych dla żony zmarłego oraz ich córki i syna, i 150 tysięcy złotych dla poszkodowanej znajomej Żaka, Pauliny K. Wyrok nie jest prawomocny.
Prokurator Katarzyna Niemiec-Rudnicka podkreślała w mowie końcowej, że w tej sprawie nie było żadnych okoliczności łagodzących. Zwracała uwagę, że oskarżony był wcześniej wielokrotnie karany, między innymi za przestępstwa narkotykowe, jazdę po alkoholu i wielokrotne łamanie sądowego zakazu prowadzenia pojazdów.
Obrończyni Żaka, adwokat Izabela Ławińska, mówiła z kolei, że wokół jej klienta jeszcze przed wyrokiem zbudowano medialny obraz człowieka odczłowieczonego, a w przestrzeni publicznej pojawiały się komentarze niemające związku z dowodami. Głos zabrała też wdowa. Powiedziała, że chciałaby, aby wyrok był przestrogą dla innych.
226 kilometrów na godzinę i telefon w ręku
Do wypadku doszło 15 września 2024 roku na Trasie Łazienkowskiej w Warszawie, na wysokości przystanku Torwar. W zderzeniu volkswagena z fordem zginął 37-letni pasażer forda. Do szpitala trafiły trzy pozostałe osoby z tego auta: 37-letnia żona zmarłego, która prowadziła samochód, oraz ich dzieci w wieku czterech i ośmiu lat. Hospitalizowana była także Paulina K., jadąca volkswagenem.
Według opinii biegłych Żak w chwili wypadku był pijany i trzymał w ręku telefon, którym nagrywał własną jazdę. Miał pędzić 226 kilometrów na godzinę przy obowiązującym na tym odcinku ograniczeniu do 80.
Po zdarzeniu na miejsce dojechali jego znajomi. Efektem ich pomocy była ucieczka za granicę. Żaka zatrzymano w Lubece w Niemczech na podstawie europejskiego nakazu aresztowania. Proces ruszył w czerwcu 2025 roku, a przewód sądowy zamknięto 14 lipca 2026 roku.
Co dalej
Wyroki wobec całej piątki są nieprawomocne, więc sprawa niemal na pewno trafi do drugiej instancji. Do tego czasu otwarta pozostaje kwestia poszukiwanego Mikołaja O.
