Sąd Rejonowy Warszawa-Śródmieście ogłosił w czwartek wyrok w jednej z najgłośniejszych spraw drogowych ostatnich lat. Łukasz Żak, sprawca śmiertelnego wypadku na Trasie Łazienkowskiej, został skazany na karę łączną 20 lat pozbawienia wolności. To maksymalny wymiar kary, jakiego domagała się prokuratura. Sąd orzekł wobec 29-latka również dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów i zastrzegł, że o warunkowe zwolnienie skazany będzie mógł ubiegać się dopiero po odbyciu 15 lat kary.

Sąd nie miał wątpliwości, że Żak dopuścił się zarzucanych mu czynów i ponosi winę za tragedię na Trasie Łazienkowskiej. Poza karą więzienia i zakazem prowadzenia pojazdów sąd zobowiązał go do zapłaty po 300 tysięcy złotych zadośćuczynienia na rzecz pokrzywdzonych.

226 km/h przy ograniczeniu do 80

Do wypadku doszło 15 września 2024 roku około godziny 1.30 na Trasie Łazienkowskiej w Warszawie, na wysokości przystanku "Torwar". Volkswagen Arteon prowadzony przez Łukasza Żaka uderzył w tył Forda Focusa, którym podróżowała czteroosobowa rodzina. Zginął 37-letni pasażer Forda, ojciec dwójki dzieci. Ciężko ranne zostały żona i dzieci ofiary w wieku czterech i ośmiu lat, a także pasażerka Volkswagena, ówczesna partnerka Żaka.

Biegli ustalili, że auto pędziło 226 km/h przy obowiązującym na tym odcinku ograniczeniu do 80 km/h. Była to maksymalna prędkość, jaką ten model samochodu mógł osiągnąć. Żak miał wówczas ponad promil alkoholu we krwi i trzymał w ręku telefon komórkowy, którym nagrywał swoją jazdę.

Nagrania z monitoringu restauracji, w której wcześniej przebywał ze znajomymi, pozwoliły odtworzyć przebieg nocy. Jak wyliczyła prokurator Katarzyna Niemiec-Rudnicka, na pół godziny przed wypadkiem Żak wypił osiem kieliszków wódki w ciągu około 40 minut.

Kazał zostawić ofiary i uciekł do Niemiec

Po zderzeniu Żak nie udzielił pomocy poszkodowanym. Śledczy ustalili, że swoim współpasażerom kazał zostawić wszystkie ofiary wypadku. Nie zainteresował się nikim, nawet własną partnerką, i zbiegł z miejsca zdarzenia. Świadek nagrał moment, w którym znajomi popychali go w stronę zjazdu z trasy, krzycząc, żeby uciekał.

Planował schronić się w Hiszpanii, ale tam nie dotarł. Ostatecznie sam zgłosił się na komisariat w Niemczech, gdzie został zatrzymany na podstawie europejskiego nakazu aresztowania i sprowadzony do Polski.

Wcześniejsze wyroki nie zmieniły niczego

Prokurator podkreślała, że w tej sprawie nie ma żadnych okoliczności łagodzących. Żak był wcześniej wielokrotnie karany: za przestępstwa z ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, za prowadzenie pojazdów w stanie nietrzeźwości i wielokrotnie za naruszanie sądowego zakazu prowadzenia pojazdów. W chwili wypadku miał aktywne zakazy sądowe.

Oskarżycielka wskazywała też na jego zachowanie po zatrzymaniu: agresję wobec funkcjonariuszy, nielegalne posiadanie telefonu w celi oraz próby zdobycia środków odurzających. Przebywając w areszcie w Niemczech, miał kontaktować się ze wszystkimi uczestnikami sprawy, kierując groźby i próbując wpływać na świadków. Jedna z pasażerek Volkswagena zeznawała, że po wypadku czuła się przez niego zastraszana.

Zdaniem prokuratury takie okoliczności nie pozwalały mówić o jakiejkolwiek pozytywnej prognozie kryminologicznej, a jedynym rozwiązaniem było długotrwałe odizolowanie sprawcy.

Przeprosiny, których wdowa nie przyjęła

W trakcie procesu Żak zachowywał się skandalicznie: obrażał sąd, śmiał się, krzyczał i żartował z pozostałymi oskarżonymi. Podczas mów końcowych przeprosił wdowę po 37-latku, ale kobieta przeprosin nie przyjęła. Przypomniała, że Żak i jego towarzysze traktowali proces jak zabawę.

Wdowa mówiła przed sądem, że chciałaby, aby wyrok był przestrogą dla innych. Podkreślała, że do normalności już nie wróci, ale jeśli historia jej rodziny może uratować choć jedno życie, to warto.

Obrona przekonywała, że kara powinna być przede wszystkim proporcjonalna. Adwokat Izabela Ławińska mówiła, że wokół jej klienta powstał medialny obraz człowieka, który przestał być człowiekiem, że stał się symbolem i twarzą społecznego oburzenia, a wyrok opinii publicznej zapadł jeszcze przed zakończeniem postępowania. Wskazywała również na opinię biegłych dotyczącą stanu psychicznego oskarżonego oraz na to, że sam zgłosił się na komisariat w Niemczech.

Dlaczego 20 lat to maksimum

W debacie publicznej od dawna funkcjonuje określenie "zabójstwo drogowe", ale odpowiednie zmiany w Kodeksie karnym wciąż są przedmiotem prac legislacyjnych i nie weszły w życie. Sąd rozpoznawał sprawę wyłącznie na podstawie obecnie obowiązujących przepisów, a najwyższą możliwą karą pozostawało 20 lat pozbawienia wolności oraz dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów. Wyrok od miesięcy zapowiadano jako test dla polskiego wymiaru sprawiedliwości: sprawdzian, czy zaostrzone przepisy o karaniu pijanych kierowców działają nie tylko na papierze.

Co dalej

Wyrok nie jest prawomocny, stronom przysługuje odwołanie. Niezależnie od tej sprawy Żak wkrótce ponownie zasiądzie na ławie oskarżonych: w kwietniu 2026 roku Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga skierowała do Sądu Rejonowego dla Warszawy Pragi-Północ akt oskarżenia dotyczący przestępstw narkotykowych, w sprawie, w której zabezpieczono łącznie ponad 250 kilogramów różnego rodzaju narkotyków. Termin pierwszej rozprawy nie został jeszcze wyznaczony.

DOWIEDZ SIE WIECEJ:
Polak poszedł w koszulce Argentyny oglądać mecz z Anglią. Po przegranej musiała go eskortować policja
Polak poszedł w koszulce Argentyny oglądać mecz z Anglią. Po przegranej musiała go eskortować policja
„Banda piep**onych k**asów” 23-ukrainiec który znieważał uczestników marszu w Warszawie zatrzymany i przekazany SG z wnioskiem o deportację
„Banda piep**onych k**asów” 23-ukrainiec który znieważał uczestników marszu w Warszawie zatrzymany i przekazany SG z wnioskiem o deportację