Wszyscy pamiętamy, że 23 kwietnia Polskę obiegła tragiczna wiadomość o śmierci Łukasza Litewki. 36-letni poseł Nowej Lewicy zginął podczas przejażdżki rowerowej w Dąbrowie Górniczej. Na ulicy Kazimierzowskiej został potrącony przez samochód osobowy. Na miejsce wezwano służby ratunkowe, jednak mimo podjętej reanimacji jego życia nie udało się uratować. Litewka był znany nie tylko z działalności politycznej, ale przede wszystkim z licznych akcji charytatywnych i pomocy ludziom oraz zwierzętom.

Jedną z najbliższych mu osób była Natalia Bacławska, jego życiowa partnerka. Byli razem przez około trzy lata i mieszkali wspólnie w Sosnowcu. Swój związek trzymali jednak z dala od mediów i nie publikowali wspólnych zdjęć, ponieważ chcieli chronić prywatność. Po śmierci Litewki Bacławska zaczęła publicznie opowiadać o ich relacji oraz o tym, jakim człowiekiem był poza światem polityki.
Teraz Natalia Bacławska wystąpiła w rozmowie z Żurnalistą, gdzie wróciła między innymi do dnia wypadku i tego, co wydarzyło się później. Wcześniej opowiadała, że w chwili tragedii wchodziła do pracy i zaniepokoiła ją lokalizacja telefonu Łukasza, który przez dłuższy czas pozostawał w jednym miejscu. W rozmowie z Żurnalistą opisuje moment, kiedy dotarła na ulicę Kazimierzowską. „Z daleka widziałam tylko koguty” - wspomina, mając na myśli znajdujące się na miejscu pojazdy służb. Opowiada również o kontakcie z policjantami i o tym, że ponieważ formalnie nie była żoną Litewki, usłyszała słowa „Pani jest nikim”. W rozmowie mówi o tym, jak dowiedziała się o tragedii, pierwszych chwilach po śmierci partnera oraz o tym, co wydarzyło się później.
