Dwie kobiety weszły do lokalu, zamówiły frytki i napój, a po odebraniu zamówienia wyciągnęły legitymacje i przedstawiły się jako kontrola skarbowa. Zarzuciły pracownikowi, że nie dostały paragonu, i zapowiedziały konsekwencje. Problem w tym, że paragon przez cały czas leżał tuż przed nimi, na ladzie.
Historię opisał na Facebooku sam lokal, Carat Kebab. Sytuacja, która na początku wyglądała bardzo poważnie, skończyła się kompromitacją kontrolujących.
Zamówienie jak każde inne
Do lokalu weszły dwie klientki. Zamówiły frytki i napój. Zamówienie zostało normalnie przyjęte, nabite na kasę i opłacone gotówką. Kobiety odebrały wydruki z lady, zabrały jedzenie i wtedy atmosfera gwałtownie się zmieniła.
Klientki wyciągnęły legitymacje i przedstawiły się jako osoby przeprowadzające kontrolę skarbową. Poinformowały pracownika, że nie otrzymały paragonu, i że w związku z tym zostaną wyciągnięte konsekwencje zgodne z przepisami.
Paragon leżał na ladzie
Pracownik spokojnie odpowiedział, że paragon do tej transakcji został normalnie wystawiony. Kontrolujące upierały się jednak, że to niemożliwe, bo mają przy sobie jedynie numer zamówienia i specyfikację.
I wtedy wszystko się wyjaśniło. Na ladzie przez cały czas leżała trzecia część wydruku, czyli właściwy paragon fiskalny. Przy odbieraniu wydruku z kasy fiskalnej kobiety zabrały tylko dwie części, a sam paragon pozostał niezauważony na blacie.
Sprzedaż była prawidłowo nabita, paragon wystawiony, a cała sprawa okazała się zwykłym niedopatrzeniem, tyle że po stronie kontrolujących.
Skąd wzięło się zamieszanie
Jak tłumaczy lokal, taki wydruk składa się z dwóch, a czasem trzech części. Jedna jest dla klienta, druga stanowi specyfikację zamówienia, a trzecia to właściwy paragon fiskalny. Numer zamówienia, specyfikacja i paragon potrafią wyglądać podobnie, więc łatwo je pomylić, zwłaszcza gdy z jednej transakcji drukuje się kilka odcinków.
Lokal nie podał miasta, daty ani szczegółów pozwalających go zidentyfikować, podkreślając, że nie chodzi o sensację, lecz o historię, która najpierw wyglądała groźnie, a ostatecznie okazała się drobnym nieporozumieniem. Grafika dołączona do wpisu ma charakter ilustracyjny, by nie naruszać prywatności osób biorących udział w zdarzeniu.