wyświetlenia
Fiński system nie polega więc wyłącznie na sztywnym taryfikatorze. Policja wylicza wysokość jednej stawki dziennej na podstawie miesięcznego dochodu netto, po odjęciu ustalonej kwoty na podstawowe utrzymanie. Otrzymany wynik dzieli się następnie przez 60. Im wyższy dochód, tym wyższa wychodzi pojedyncza stawka, a finalna kara rośnie wraz z liczbą takich stawek przypisanych do wykroczenia.
W praktyce oznacza to, że bogaty kierowca może dostać mandat, który bardziej przypomina cenę luksusowego auta niż zwykłą karę drogową. W 2023 roku głośno było o fińskim biznesmenie Andersie Wiklöfie, który został ukarany mandatem w wysokości 121 tysięcy euro po przekroczeniu prędkości. To właśnie takie przypadki sprawiają, że o fińskich mandatach mówi się na całym świecie.
Nie każde wykroczenie w Finlandii kończy się jednak astronomiczną karą. Policja wskazuje też minimalne kwoty mandatów za przekroczenie prędkości - dla kierowców pojazdów mechanicznych to co najmniej 200 euro, a dla motorowerów 100 euro. Największe emocje budzi jednak sam mechanizm, bo jego celem jest to, by kara była odczuwalna niezależnie od tego, czy za kierownicą siedzi zwykły pracownik, czy milioner.
Na tym właśnie polega fiński pomysł na sprawiedliwość na drodze - to samo wykroczenie, ale kara dopasowana do możliwości finansowych kierowcy. Dla jednych to rozsądne rozwiązanie, dla innych przesada. Jedno jest pewne - w Finlandii szybka jazda potrafi kosztować naprawdę dużo.
Rozmowy na Facebooku