Michał S., podejrzany o zgwałcenie i uduszenie 13-letniej Izy Strzałkowskiej w 2011 roku, został zatrzymany po 15 latach od zbrodni. Do sprawcy doprowadziła metoda, której nigdy wcześniej nie zastosowano w polskim śledztwie - genealogia genetyczna. A wszystko dzięki temu, że jeden z jego krewnych postanowił sprawdzić swoje pochodzenie i wysłał próbkę DNA do komercyjnej bazy genealogicznej.

DNA było od początku. Nie było z czym go porównać

Zabójca zostawił ślady biologiczne na ciele dziewczynki. Problem w tym, że jego profil genetyczny nigdy nie pojawił się w żadnej policyjnej bazie danych - mężczyzna nie był karany ani nawet notowany. Śledczy pobrali próbki DNA najpierw od 685 osób, a po kilku latach od kolejnych 231. Wszystkie wyniki były negatywne.

  • "Zabezpieczono nagrania z kilkunastu monitoringów, przeprowadzono liczne oględziny miejsc, rzeczy i osób, a także przeprowadzono trzy eksperymenty procesowe. Nie przyniosło to jednak oczekiwanego efektu" - przyznaje prokurator Mariusz Marciniak, rzecznik Prokuratury Regionalnej w Gdańsku.

Od 2020 roku w sprawie zebrano ponad 30 tomów akt, przesłuchano 805 świadków i uzyskano 112 opinii biegłych, w tym około 90 z zakresu genetyki.

Przełom przyszedł z komercyjnej bazy DNA

Prowadzący śledztwo prokurator postanowił sięgnąć po międzynarodowe bazy profili genetycznych. Nie chodzi o bazy policyjne, tylko o komercyjne serwisy, do których ludzie z całego świata wysyłają swoje próbki, żeby poznać etniczne pochodzenie i odnaleźć przodków. Największa z nich, AncestryDNA, zawiera profile ponad 25 milionów osób. Popularna MyHeritage chwali się z kolei bazą 9,6 miliona profili DNA i 40 miliardami rekordów genealogicznych.

W 2024 roku gdański prokurator zdecydował o przeprowadzeniu przez polski zespół biegłych ekspertyzy z zakresu tzw. genealogii genetycznej.

  • "Metoda ta od wielu lat jest szeroko wykorzystywana w praktyce amerykańskich organów ścigania, natomiast w Polsce było to przedsięwzięcie absolutnie nowatorskie" - tłumaczy prok. Marciniak.

I to zadziałało. W jednej z baz odkryto profil pasujący do zabójcy. Nie należał do niego samego, tylko do spokrewnionego z nim członka rodziny, który wcześniej szukał w serwisie swoich przodków.

Dwa lata żmudnej pracy nad drzewem genealogicznym

Trafienie w bazie to był dopiero początek. Śledczy wiedzieli tylko tyle, że sprawca jest rodzinnie powiązany z osobą z serwisu genealogicznego. Zaczęło się przeszukiwanie baz PESEL, ustalanie powiązań rodzinnych, miejsc zamieszkania i alibi. W końcu wytypowano kilkunastu mężczyzn, w tym Michała S. z Gdyni, który mieszkał w pobliżu rodziny dziewczynki.

  • "Wytypowanie podejrzanego o to zabójstwo to wielki wysiłek i praca nie tylko moja, ale także policjantów i biegłych genetyków. Od momentu odnalezienia DNA w bazie do wytypowania sprawcy zajęły nam dwa lata. To nie jest proste - pokrewieństwo genetyczne może być bliskie i dalekie" - powiedział "Rzeczpospolitej" prokurator Michał Gabriel-Węglowski, który prowadzi to śledztwo.

"W genealogii genetycznej stopień pokrewieństwa mierzy się w centymorganach - im więcej wspólnych odcinków DNA, tym bliższe pokrewieństwo. - W tym przypadku biegła ustaliła potencjalnego sprawcę. Badania DNA to potwierdziły" - dodaje prokurator.

  • "Mieliśmy hipotezę, że to może być on. Dowody musieliśmy ustalić" - przyznaje z kolei prok. Marciniak.

"Jestem osobą, której szukacie"

Michał S. został zatrzymany 21 lipca, gdy szedł do sklepu. Kiedy usłyszał powód zatrzymania, spontanicznie przyznał się do zabójstwa, mówiąc policjantom: "Jestem osobą, której szukacie". Badania DNA po zatrzymaniu potwierdziły, że to jego materiał genetyczny znajdował się na ciele ofiary. W 2011 roku miał 22 lata. Dziś jest żonaty, pracuje i wychowuje dwójkę dzieci w wieku przedszkolnym.

Po 15 latach zatrzymali zabójcę 13-letniej Izy z Gdyni. Niekarany, obecnie mąż i ojciec dwójki dzieci
Prawie 15 lat po zabójstwie 13-letniej Izy Strzałkowskiej z Gdyni policjanci zatrzymali 37-letniego Michała S. Mężczyzna przyznał się do zbrodni. Na trop sprawcy śledczy wpadli dzięki genealogii genetycznej - metodzie, którą w polskim śledztwie zastosowano po raz pierwszy w historii. Sąd zdecydował o jego aresztowaniu, grozi mu dożywocie. Do

Prokurator Marciniak podkreślił w rozmowie z "Rzeczpospolitą" jeszcze jeden element, bez którego sukces nie byłby możliwy - doskonale zachowany i profesjonalnie przechowywany izolat materiału biologicznego sprawcy, który przez te wszystkie lata znajdował się w Zakładzie Medycyny Sądowej Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego. - "Nie zawsze takie próbki się zachowują, a wraz z rozwojem medycyny i nauki okazuje się, że szanse na wykrycie sprawców zbrodni rosną" - zaznaczył.

A kim jest krewny, którego próbka naprowadziła śledczych? "Znam nazwisko, to osoba mieszkająca w Polsce, ale nie badaliśmy powiązań rodzinnych, bo nie było nam to potrzebne w postępowaniu" - ucina prokurator Gabriel-Węglowski.

To pierwsze w Polsce śledztwo rozwiązane dzięki genealogii genetycznej. I sygnał dla sprawców niewykrytych zbrodni sprzed lat - nauka idzie do przodu, a stare próbki DNA czekają w laboratoriach.

DOWIEDZ SIE WIECEJ:
Zszokowani Rosjanie w polskim sklepie. Chcą ponownego otwarcia granic
Zszokowani Rosjanie w polskim sklepie. Chcą ponownego otwarcia granic
Wbiegli to restauracji i zaczęli go kopać za ladą. Na miejscu momentalnie pojawiła się policja. Opublikowano nagranie z monitoringu
Wbiegli to restauracji i zaczęli go kopać za ladą. Na miejscu momentalnie pojawiła się policja. Opublikowano nagranie z monitoringu