Prokuratura postawiła zarzut usiłowania zabójstwa 18-letniemu obywatelowi Ukrainy, który w sobotę wieczorem zaatakował nożem 30-letnią kobietę na klatce schodowej bloku przy ulicy Gagarina we Wrocławiu. Dmytro M. nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień. 30-latka, która trafiła do szpitala w stanie zagrażającym życiu, w poniedziałek została wypisana do domu.
O ataku na Muchoborze Wielkim pisaliśmy w niedzielę. Około godziny 21 w sobotę 1 sierpnia napastnik zadał kobiecie kilka ciosów nożem tuż przy wejściu na klatkę schodową. Policjanci z komisariatu Wrocław-Fabryczna zatrzymali go jeszcze tej samej nocy. Wtedy wiadomo było niewiele: że sprawą zajmuje się prokuratura, a stan poszkodowanej jest krytyczny.

W poniedziałek śledczy ujawnili znacznie więcej.
Ciosy w szyję i klatkę piersiową. Podejrzany milczy
18-latek został doprowadzony do Prokuratury Rejonowej dla Wrocławia-Fabrycznej, gdzie usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa. Rzecznik Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu prokurator Jakub Dłubacz przekazał, że chodzi o zadanie kilku ran kłutych w newralgiczne części ciała, w okolice szyi i klatki piersiowej. Dokładnej liczby ciosów prokuratura nie ujawnia.
Dmytro M. nie przyznał się do zarzucanego mu czynu i odmówił składania wyjaśnień. Nie odpowiedział też na pytania o motyw. To oznacza, że najważniejsze pytanie w tej sprawie, dlaczego zaatakował, wciąż pozostaje bez odpowiedzi.
Za usiłowanie zabójstwa grozi mu kara nie krótsza niż 10 lat pozbawienia wolności, do dożywocia włącznie.
Nie znał ofiary. W autobusie zapytał ją o drogę
Prokuratura potwierdziła, że napastnik i 30-latka nie znali się. To czyni relacje świadków jeszcze bardziej niepokojącymi.
Mężczyzna, który udzielał rannej kobiecie pomocy przed przyjazdem służb, opowiedział lokalnym mediom, że 30-latka, walcząc o przytomność, zdążyła powiedzieć, że napastnik zapytał ją w autobusie o drogę. Według sąsiadów miał iść za nią od przystanku przy pobliskim rondzie. Na nagraniach z kamer widać, że kobieta weszła na klatkę pierwsza, on tuż za nią, nóż wyciągnął, zanim drzwi zdążyły się zamknąć.
Sąsiadka ofiary relacjonowała, że najpierw usłyszała huk na korytarzu. Gdy wyjrzała przez wizjer, zobaczyła mężczyznę szarpiącego kobietę i dopiero po chwili zorientowała się, że zadaje jej ciosy nożem.
Policja oficjalnie nie odnosi się do tych relacji, ale prokurator Dłubacz, przedstawiając zarzut, mówił o kobiecie, którą podejrzany wcześniej śledził.
30-latka wyszła ze szpitala
W niedzielę policjanci zdołali przesłuchać poszkodowaną jeszcze w szpitalu. A w poniedziałek przyszła wiadomość, która przy tak poważnych obrażeniach brzmi niemal nieprawdopodobnie: kobieta została wypisana do domu. Szpital Wojskowy we Wrocławiu przekazał, że pacjentka jest w stanie ogólnym dobrym i nie wymaga dalszej hospitalizacji.
Jeszcze dobę wcześniej jej stan określano jako zagrażający życiu. O tym, że przeżyła, mogła zdecydować szybka reakcja sąsiadów i przypadkowych świadków, którzy uciskali rany i utrzymywali z nią kontakt do przyjazdu ratowników.
Wniosek o areszt i reakcja konsulatu Ukrainy
Prokuratura skierowała do Sądu Rejonowego dla Wrocławia-Fabrycznej wniosek o tymczasowe aresztowanie Dmytra M. na trzy miesiące. Decyzja sądu powinna zapaść w najbliższych dniach.
Do sprawy odniósł się Konsulat Generalny Ukrainy we Wrocławiu. W oświadczeniu placówka przekazała, że z przykrością przyjęła informację o zdarzeniu, w którym obywatelka Polski doznała ciężkich obrażeń, i stanowczo potępiła wszelkie przejawy przemocy, niezależnie od tego, kto jest sprawcą, a kto ofiarą. Konsulat podkreślił, że osoba, która dopuściła się przestępstwa, powinna ponieść odpowiedzialność zgodnie z polskim prawem.
