Była zawodniczka Fame MMA znalazła nowy pomysł na content. Tym razem jej bohaterami są osoby w kryzysie bezdomności, spotykane na warszawskich ulicach. Nagrania rozchodzą się po sieci błyskawicznie, ale wywołują pytania, na które trudno znaleźć dobrą odpowiedź.
Sandra Staniszewska, znana szerzej jako "Bad Girl", przez ostatnie lata zaliczyła kilka wyraźnie różnych etapów internetowej kariery. Najpierw był związek z Denisem Załęckim i występy we freakfightowej federacji Fame MMA. Potem przyszła zmiana kierunku i materiały na platformy subskrypcyjne.
Teraz doszedł kolejny rozdział, którego trudno było się spodziewać.
Kamera na ulicy
Na profilach społecznościowych influencerki od pewnego czasu pojawiają się krótkie filmy nagrywane w przestrzeni miejskiej. Formuła jest prosta: Sandra podchodzi do przypadkowo spotkanych osób, zagaduje je i nagrywa, co z tego wyniknie.
W ostatnich materiałach jej rozmówcami zostały osoby w kryzysie bezdomności. W jednym z filmów mężczyzna ma ocenić influencerkę, a następnie pada wobec niego propozycja fizycznego kontaktu. W innym bohaterem jest człowiek, który leży i najwyraźniej śpi, nie mając pojęcia, że akurat trwa nagranie.
To właśnie ten drugi materiał najlepiej pokazuje, na czym polega problem.
Ile na 10 byście jej dali? pic.twitter.com/x5kZGyDHp7
— Król Tłittera (@krol_tlittera) July 22, 2026
Zgoda, której nie ma
Fundamentem tego contentu jest sytuacja, w której jedna strona doskonale wie, co się dzieje, a druga nie ma o tym pojęcia.
Osoba śpiąca na trawniku nie może wyrazić zgody na udział w nagraniu, bo o nagraniu nie wie. Osoba w kryzysie bezdomności, zagadnięta na ulicy przez kogoś z telefonem, najczęściej nie ma pojęcia, że materiał trafi do setek tysięcy odbiorców i posłuży do budowania zasięgów na płatnych platformach. Nie zna też skali tego zjawiska ani tego, że jej wizerunek zacznie żyć własnym życiem na TikToku.
Nie jest to relacja partnerska. To relacja, w której jedna strona ma kamerę, publiczność i realny zysk, a druga nie ma nic.
Content, który świetnie się sprzedaje
Serwis Boop.pl, który jako jeden z pierwszych zwrócił uwagę na te materiały, opisał je jako balansujące na granicy dobrego smaku, zauważając jednocześnie, że dzięki nim konta influencerki rosną wyjątkowo szybko.
I to jest sedno mechanizmu. Standardowe filmy Sandry, w rodzaju paradokumentalnych scenek o pracy w Biedronce, nie wywołują już większego poruszenia poza jej własnym środowiskiem. Nagrania z bezdomnymi przerzucane są między platformami w kilka godzin.
Skoro działa, jest wykorzystywane. Problem w tym, że działa dokładnie dlatego, że jest niewygodne w odbiorze.
Eskalacja jako strategia
Warto zauważyć, w którym miejscu tej drogi jesteśmy. Wcześniej Sandra oferowała subskrybentom możliwość nagrania wspólnego materiału, wcześniej były współprace, jeszcze wcześniej freakfighty.
Każdy kolejny etap wymagał mocniejszego bodźca niż poprzedni. Nagrywanie ludzi, którzy nie mogą się temu sprzeciwić, jest logiczną konsekwencją tej spirali, a nie przypadkowym pomysłem.
Trudno przy tym uciec od pytania, co będzie następne. Bo z definicji musi być mocniejsze.
Ludzie, którzy nie mogą się bronić
Osoby w kryzysie bezdomności należą do grup najbardziej narażonych na wykorzystanie. Nie mają dostępu do prawnika, nie prowadzą mediów społecznościowych, nie napiszą oświadczenia i nie zgłoszą naruszenia wizerunku. Nie zobaczą nawet, jak wyglądał materiał, w którym wystąpili.
Polskie prawo wymaga zgody na rozpowszechnianie wizerunku, i to zgody świadomej oraz wyraźnej. Trudno przyjąć, że taką zgodę można uzyskać od kogoś śpiącego na ulicy.
Poza kwestiami prawnymi zostaje jednak coś prostszego. Człowiek w najgorszym momencie swojego życia nie jest materiałem na content. Jego sytuacja nie stała się publiczna dlatego, że tak wybrał, tylko dlatego, że nie miał gdzie się podziać.
Widzowie też są częścią tego mechanizmu
Ten rodzaj twórczości nie utrzymałby się ani tygodnia, gdyby nie oglądalność. Filmy rozchodzą się, bo ludzie je oglądają, udostępniają i komentują.
Każde takie nagranie potwierdza autorce, że kierunek jest słuszny, i finansowo, i zasięgowo. Dopóki tak będzie, nie ma powodu, żeby cokolwiek się zmieniło.