We wtorek 11 sierpnia w Chałupach rozegrał się dramat, który postawił na nogi niemal wszystkie służby ratownicze na Półwyspie Helskim. 35-letni mieszkaniec Bydgoszczy wypłynął na desce windsurfingowej na Zatokę Pucką. Około godziny 14:30 odnaleziono jego sprzęt, ale po mężczyźnie nie było śladu.
Śmigłowiec, łodzie i ratownicy na wodzie i lądzie
Skala poszukiwań była ogromna. Do akcji skierowano jednostki Morskiej Służby Poszukiwania i Ratownictwa, ratowników WOPR, policję oraz Straż Graniczną. Z bazy w Gdyni poderwano śmigłowiec Marynarki Wojennej, który przeczesywał akwen z powietrza. Na wodzie działały między innymi łódź R-3 ze statku Sztorm, łódź R-20 ze statku Kapitan Poinc oraz ratownicy z Brzegowej Stacji Ratowniczej we Władysławowie. Poszukiwania prowadzono równolegle na zatoce i wzdłuż brzegu.
Na zatoce gdańskiej w okolicy Chałup trwaj poszukiwania ok 40 letniego mężczyzny który zaginął ok godz 14.30 Mężczyzna w czarnej krótkiej piance oraz białej koszulce ossprey. W akcji bierze udział śmigłowiec 🚁 @MarWojRP , Brzegowa Stacja Ratownicza Władysławowo, łódź R-3 ze… pic.twitter.com/d1Szi6JCbO
— Sebastian Kluska (@KluskaSebastian) August 11, 2026
Pierwsze komunikaty SAR mówiły o mężczyźnie w wieku około 40 lat. Później policja z Pucka doprecyzowała, że zaginiony to 35-latek z Bydgoszczy. Według służb w chwili zaginięcia miał na sobie czarną krótką piankę oraz czarną koszulkę z białymi napisami.
Akcja zakończona bez przełomu
Mimo wielogodzinnych działań mężczyzny nie udało się odnaleźć. Wieczorem SAR poinformował, że aktywne poszukiwania zostały zakończone. Rzecznik służby Przemysław Soiński przekazał, że akcja nie zostanie wznowiona, dopóki nie pojawi się nowy sygnał lub przełomowa informacja w sprawie. Jeszcze w trakcie działań podkreślał, że ratownicy do końca mieli nadzieję znaleźć surfera żywego.
Chałupy to jedno z najpopularniejszych miejsc do uprawiania windsurfingu i kitesurfingu w Polsce. W szczycie sezonu na tamtejszych wodach codziennie pływają setki osób.