Do dramatycznych scen doszło w sobotę po południu w jednym z bloków w Siedlcach. Pijany 65-latek zabarykadował się w mieszkaniu, odkręcił zawór butli z gazem i z zapalniczką w ręku próbował doprowadzić do wybuchu. Gdy służby wyważyły drzwi, od tragedii dzieliły ich dosłownie sekundy. Z trzypiętrowego budynku ewakuowano 38 osób.
Awantura domowa przerodziła się w dramat
Wszystko zaczęło się od zgłoszenia, które w sobotę 8 sierpnia około godziny 15:30 odebrał dyżurny siedleckiej komendy. 46-letnia kobieta poinformowała o awanturze domowej. Jej pijany mąż wszczął kłótnię, a gdy wyszła na zewnątrz, nie chciał wpuścić jej z powrotem do mieszkania.
Na miejsce pojechali policjanci z Wydziału Patrolowo-Interwencyjnego. Próbowali nakłonić mężczyznę do otwarcia drzwi, ale ten konsekwentnie odmawiał. Sytuacja wymknęła się spod kontroli, gdy 65-latek zagroził, że odkręci gaz i wysadzi mieszkanie w powietrze.
Ewakuacja 38 osób i decyzja o wyważeniu drzwi
Groźba była na tyle realna, że na miejsce wezwano straż pożarną i podjęto decyzję o ewakuacji całego trzypiętrowego bloku. W bezpieczne miejsce wyprowadzono 38 mieszkańców.
Ponieważ zagrożenie narastało, zapadła decyzja o siłowym wejściu do mieszkania. Pod drzwiami stanęli wspólnie policjanci i strażacy. Po wyważeniu drzwi funkcjonariusze natychmiast poczuli intensywny zapach gazu. Zawór butli był odkręcony, a 65-latek stał w środku z zapalniczką w ręku i próbował ją uruchomić.
Policjant rzucił się na mężczyznę
Na wahanie nie było ani chwili. Jeden z funkcjonariuszy błyskawicznie ruszył w stronę mężczyzny, obezwładnił go i wyrwał mu zapalniczkę. Policjanci działali w pomieszczeniu wypełniającym się gazem, ze świadomością, że każda iskra może oznaczać eksplozję, której skutki byłyby katastrofalne dla nich i dla mieszkańców.
Na miejsce skierowano zespół ratownictwa medycznego. 65-latek w asyście policjantów trafił do szpitala.
Gdyby funkcjonariusze zawahali się choć o kilka sekund, sobotnie popołudnie w Siedlcach mogło zakończyć się tragedią.