Poseł Łukasz Mejza znów jest w centrum uwagi. Tym razem wprowadził do Sejmu Daniela „Magicala" Zwierzyńskiego, jednego z najbardziej rozpoznawalnych i kontrowersyjnych patostreamerów w Polsce. Sprawa wywołała falę krytyki, a sam polityk musiał gęsto tłumaczyć się przed kamerami.
Co istotne, do całej sytuacji doszło w wyjątkowo niezręcznym momencie. Tego samego dnia Sejm pracował nad projektami ustaw o zakazie patostreamingu, które przewidują nawet do pięciu lat więzienia. Nad rozwiązaniami pochylały się równolegle dwa kluby, PiS oraz KO. W tym samym czasie Mejza spacerował sejmowymi korytarzami w towarzystwie człowieka, który stał się symbolem tego procederu.
Kim jest Daniel Magical
Daniel Zwierzyński zaczął streamować w 2014 roku, początkowo pokazując granie w gry komputerowe. Z czasem jego transmisje przerodziły się w to, z czego zasłynął w sieci, czyli pokazywanie spożywania alkoholu w dużych ilościach, wulgaryzmów oraz awantur. W część z tych awantur zaangażowana była jego własna matka.
To nie koniec. Zwierzyński został skazany prawomocnym wyrokiem za pobicie oraz za publiczne pochwalanie zabójstwa prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Zanim jego kanał na YouTube zablokowano, transmisje śledziły dziesiątki tysięcy osób.
@na.wiejskiej Łukasz Mejza Daniel Magical sejm
♬ oryginalny dźwięk - NaWiejskiej Krzysztof Łoziński
Reporter przyciska, poseł ucieka w bok
W nagraniu opublikowanym w mediach społecznościowych dziennikarz wprost pyta posła, dlaczego zdecydował się wprowadzić do parlamentu osobę o tak wątpliwej reputacji. Przypomina przy tym kryminalną przeszłość Magicala i charakter jego transmisji.
Mejza, wyraźnie zmieszany, początkowo próbował odwrócić uwagę od sedna sprawy. Zamiast merytorycznej odpowiedzi zaczął atakować premiera Donalda Tuska oraz europosła Roberta Biedronia. Stwierdził między innymi, że „największy patostreamer stoi na czele polskiego rządu", a prawdziwą patologią jest według niego polityka migracyjna rządu i postawa premiera wobec historii.
Dopiero gdy reporter pokazał mu na ekranie telefonu fragmenty dawnych transmisji Zwierzyńskiego i zapytał wprost, czy to, co widać, jest patologią, poseł musiał skapitulować. Mejza przyznał przed kamerą, że zachowanie Magicala to rzeczywiście patologia. Zapytany ostatecznie, po co w takim razie zaprasza takie osoby w mury parlamentu, odpowiedział lakonicznie, że chciał z nimi po prostu porozmawiać.
Poseł bronił się, twierdząc, że jest zwolennikiem dialogu, a „dobrym obyczajem sejmowym jest rozmowa ze stroną zainteresowaną". Przekonywał też, że sam popiera wyeliminowanie patostreamingu z przestrzeni publicznej, a jego gość miał zadeklarować chęć zmiany charakteru swoich transmisji.

Ostra reakcja polityków
Wizyta wywołała lawinę komentarzy. Posłanka Alicja Łepkowska-Gołaś opublikowała zdjęcie obu mężczyzn, oceniając całość jako „patologię w Sejmie" i sygnał obniżania standardów życia publicznego.
Jeszcze mocniej zareagowała minister Katarzyna Kotula. Napisała krótko, że to „patologia reklamująca patologię", i zapowiedziała, że zwróci się do Kancelarii Sejmu i Straży Marszałkowskiej z prośbą o wyjaśnienie, na jakiej zasadzie skazany patostreamer znalazł się w budynku parlamentu i kto formalnie go wprowadził. Pełnomocniczka rządu do spraw równości zapowiedziała też złożenie wniosku do sejmowej komisji etyki w sprawie posła.
Kotula zwróciła przy tym uwagę na pewną niekonsekwencję. Choć Mejza tłumaczył się chęcią rozmowy o ustawie, sam nie wziął udziału w sejmowej debacie na jej temat.
Magical odpowiada krytykom
Sam zainteresowany nie pozostał bierny. W rozmowie z dziennikarzami Zwierzyński przekonywał, że przyszedł do Sejmu „walczyć o swoje". Zarzucał Robertowi Biedroniowi, że ten go szkaluje i buduje na tym polityczne zasięgi. Na sejmowym korytarzu doszło nawet do słownej awantury, podczas której patostreamer głośno odpowiadał dziennikarzom.
Magical przekonywał, że nie sprzeciwia się regulacjom, jeśli podczas transmisji łamane jest prawo, ale jego zdaniem problemem są przede wszystkim krótkie fragmenty wycinane z jego materiałów i rozpowszechniane potem w mediach społecznościowych. Zapowiedział również, że chce założyć fundację.
Cała sprawa pokazuje, jak cienka bywa granica między walką z patologią a jej promowaniem. Akurat w dniu, w którym parlament próbował tę patologię prawnie ukrócić, jej najbardziej znana twarz spacerowała po sejmowych korytarzach jako czyjś gość.
