Dyżurny kostrzyńskiego komisariatu w czasie wolnym od służby wybrał się na zakupy do sklepu budowlanego. W przymierzalni znalazł pozostawioną saszetkę, a w niej około 60 tysięcy złotych. W środku nie było żadnych dokumentów, mimo to pieniądze błyskawicznie wróciły do właściciela. Pomogli w tym patrol i monitoring sklepu.

Do zdarzenia doszło w środę 17 czerwca w Kostrzynie nad Odrą. Aspirant Dariusz Rzemieniecki, dyżurny kostrzyńskiej jednostki, miał tego dnia wolne i wybrał się do jednego z dużych sklepów budowlanych po odzież roboczą do prac w domu.

Niespodzianka w przymierzalni

Gdy wybrał ubrania, poszedł je przymierzyć. W kabinie zauważył pozostawioną bez opieki saszetkę. Kiedy ją otworzył, mocno się zaskoczył, bo w środku znajdowała się spora kwota gotówki. Problem w tym, że nie było przy niej żadnych dokumentów, które pozwoliłyby od razu ustalić, do kogo należy.

Nerwowy mężczyzna na sklepie

Po wyjściu z przymierzalni policjant zwrócił uwagę na nerwowo poruszającego się po sklepie mężczyznę. Zagadnął go i szybko okazało się, że klient rozpaczliwie szukał zgubionej saszetki. Gdy usłyszał, że znalazł ją funkcjonariusz, odetchnął z ulgą.

By mieć całkowitą pewność, że pieniądze trafią do właściwej osoby, na miejsce wezwano patrol. Wspólnie z obsługą sklepu przejrzano nagrania z monitoringu, które jednoznacznie potwierdziły, że aspirant Rzemieniecki rozmawia z prawowitym właścicielem zguby.

60 tysięcy złotych wraca do właściciela

Mężczyzna przyznał, że w saszetce znajdowało się 60 tysięcy złotych. Po potwierdzeniu jego tożsamości gotówka wróciła do rąk właściciela. Szczęśliwy mężczyzna podziękował policjantowi za zwrot pieniędzy i postawę, jaką powinien prezentować każdy z nas.

Cała sytuacja zakończyła się więc najlepiej, jak mogła. Pieniądze wróciły do właściciela tego samego dnia, a postawa funkcjonariusza, który nawet na wolnym pozostał wierny zawodowym zasadom, stała się przykładem uczciwości.

DOWIEDZ SIE WIECEJ:
Ordynator miał alarmować Trzaskowskiego o sytuacji w szpitalu prawie rok temu. Dwa miesiące później stracił pracę
Ordynator miał alarmować Trzaskowskiego o sytuacji w szpitalu prawie rok temu. Dwa miesiące później stracił pracę
Dostali donos na chłopca sprzedającego lemoniadę. Strażniczki miejskie wszystko od niego kupiły. Okazało się, że zbierał na książki do szkoły.
Dostali donos na chłopca sprzedającego lemoniadę. Strażniczki miejskie wszystko od niego kupiły. Okazało się, że zbierał na książki do szkoły.