Historia gigantycznego suma wyłowionego z warszawskiego jeziorka Balaton, która przez kilka dni rozpalała emocje w całym kraju, ma swój finał. Choć przez moment wydawało się, że "legenda Balatonu" skończyła w bagażniku samochodu, ryba przeżyła. Jak potwierdziła policja, sum znów pływa, tyle że w innym zbiorniku.
Wyłowili "legendę Balatonu"
Do zdarzenia doszło pod koniec maja nad jeziorkiem Balaton na warszawskim Gocławiu, w dzielnicy Praga-Południe. Z akwenu wyłowiono ogromnego suma, który według relacji mierzył ponad 170 centymetrów i ważył około 40 kilogramów. Mieszkańcy podkreślali, że ryba żyła w zbiorniku od około dwudziestu lat i była dobrze znana okolicznym wędkarzom jako "legenda Balatonu".
Sprawa zyskała rozgłos po tym, jak w mediach społecznościowych pojawiły się zdjęcia i nagrania z połowu. Widać na nich, jak okazały sum zostaje wyciągnięty na brzeg, a następnie, mimo głośnych protestów świadków, umieszczony w bagażniku samochodu osobowego i wywieziony.

Połów w okresie ochronnym
Kontrowersje wzbudził przede wszystkim fakt, że do połowu doszło w czasie obowiązywania okresu ochronnego dla suma, który trwa do 31 maja. W tym czasie ryba powinna wrócić do wody. Zamiast tego wędkarz zabrał suma z zamiarem jego zjedzenia.
Pojawił się również aspekt traktowania zwierzęcia. Z nagrań wynika, że potężna ryba trafiła do bagażnika bez dostępu do wody. Mieszkańcy Gocławia zgodnie oceniali, że sposób, w jaki potraktowano suma, był niehumanitarny. Sprawa oburzyła nie tylko wędkarzy, ale też obrońców praw zwierząt.

Surowe konsekwencje dla sprawcy
Sprawcą nielegalnego połowu okazał się 57-letni obywatel Ukrainy. Sytuacją natychmiast zainteresowała się policja z Pragi-Południe, która zatrzymała mężczyznę. Wędkarz usłyszał zarzuty.
Na tym jednak konsekwencje się nie skończyły. Jak potwierdziła rzeczniczka Nadwiślańskiego Oddziału Straży Granicznej mjr Dagmara Bielec, 57-latek otrzymał nakaz przymusowego powrotu na Ukrainę oraz pięcioletni zakaz wjazdu do Polski i pozostałych państw strefy Schengen. Mężczyzna został odwieziony do przejścia w Dorohusku, skąd trafił do swojego kraju.
Happy end. Sum znów pływa
Najważniejsze pytanie przez długi czas pozostawało bez odpowiedzi. Nie było jasne, czy ryba w ogóle przeżyła połów i transport.
Teraz historia doczekała się pomyślnego zakończenia. Sum został wypuszczony z powrotem do wody i trafił do innego zbiornika w obrębie Warszawy. Uwolnił go ten sam mężczyzna, który wcześniej złowił rybę, co ustaliła i czemu poinformowała "Fakt" podinsp. Joanna Węgrzyniak, rzeczniczka prasowa Komendanta Rejonowego Policji Warszawa VII. Po dniach niepewności i fali emocji cała sprawa zakończyła się więc happy endem, przynajmniej dla głównego bohatera, czyli samego suma.
Źródło Fakt.pl

